W ostatnim czasie zdecydowanie zaniedbałem chodzenie do kina. Ba, wręcz nawet odpuściłem sobie seanse, zupełnie tak samo, jak pisanie bloga i kilka innych czynności. Staram się jednak nadrobić stracone tygodnie i coraz częściej siadam przed dużym ekranem bardziej spontanicznie niż dotychczas.

Efektem jednego z ostatnich takich wojaży po kinach studyjnych w jesienne, deszczowe wieczory, było trafienie do sali, w której pokazywali akurat The Square. Sam tytuł dla mnie obcy, tak samo jak i jego reżyser. Nie wiedziałem nawet, iż ta produkcja trafiła do polskich kin zaledwie kilka dni temu. Nie wiedziałem też, iż „Kwadrat” wygrał Palme D’Or na festiwalu w Cannes. W sumie po tym ponad dwugodzinnym posiedzeniu z Rubenem Ostlundem i spółką, jedno jest pewne: The Square zdecydowanie zasługuje na nagrody. I to nie tylko w rodzimej, zimnej Skandynawii.

Czarna komedia w duńskim stylu

Kiedy kilka lat temu zacząłem na dobre odkrywać kino i twórców ze Skandynawii, bardzo spodobał mi się fakt, iż osoby z tamtych rejonów po prostu nie przebierają w środkach podczas procesu twórczego. Duńczycy, Szwedzi czy Finowie mają akurat absurdalne i nieraz gorzkie poczucie humoru, które bardzo mi odpowiada – w stu procentach oddaje bowiem ono otaczającą nas rzeczywistość, bez koloryzowania. Momentami aż nazbyt depresyjnie i wiem, że niektóre osoby po prostu tego nie zniosą.

The Square jest taką czarną, skandynawską komedią w zasadzie od początku do samego końca i finałowego morału opowieści. W filmie Ostlunda spotykamy się bowiem z Christianem – głównym bohaterem, który jest kwintesencją zblazowania, bogactwa i nudy. Wyższa sfera, w której nosi się drogie spinki do mankietów, a czas wyświetlany przez zegarek po prostu nie ma większego znaczenia.

Z Christianem, dyrektorem muzeum sztuki nowoczesnej wiąże się także przebywanie w towarzystwie osób równie oderwanych od rzeczywistości: to manifestujący pewne wartości artyści czy kuratorzy sztuki i osoby z marketingu, które nie rozumieją ludzi mówiących na co dzień słowami mającymi mniej niż trzy sylaby.

W skrócie, to taki miły świat pełen ludzi, których stać na wszystko, na co tylko mają ochotę. Jak kiedyś tam dotrę, to powiem Wam jak było – na razie mogę się zadowolić tylko kreacjami filmowymi.

W The Square, życie Christiana zmienia się w obliczu prawdziwej błahostki. Sam bohater nie ma jednak pojęcia, że to dopiero początek lawiny zdarzeń.

Interpretacja jest dowolna

Z ciekawości przed seansem i po nim przeczytałem sobie na świeżo kilka recenzji stworzonych przez większe i mniejsze portale. W zasadzie każdy z nich rozwodzi się tam nad zasadnością sztuki współczesnej oraz jej oddziaływaniem na nas, jako widzów. Recenzenci rozbierają The Square na kawałki właśnie w ten sposób, jednak dla mnie film pokazał zupełnie coś innego. Narysowany na ziemi kwadrat, w którego obrębie wszyscy mamy być równi i mieć równe prawa pokazuje, że z roku na rok coraz bardziej nie potrafimy się ze sobą dogadać – po prostu, jako ludzie.

Na pytanie dlaczego, możecie także odpowiedzieć sobie sami, jednak reżyser The Square robi to w naprawdę świetny sposób. Sam film jest pełen statycznych kadrów, wizualnych porównań i dialogów, które pokazują, że mieszkając w jednym mieście czy nawet w tej samej kamienicy jesteśmy w stanie być od siebie naprawdę różni. Dodatkowo, często ukrywamy prawdziwe wnętrze zasłaniając się frazesami, tolerancją i odgórnie narzuconą poprawnością.

Po części także dzieli nas postęp technologiczny i dostęp do dóbr, a po części inteligencja, status społeczny i inne, czasami wyimaginowane granice. Niektóre sceny w firmie Ostlunda są naprawdę śmieszne, rozdmuchane do granicy absurdu – zajrzyjcie jednak odrobinkę dalej za róg, a dostaniecie prawdziwego kopniaka w plecy od rzeczywistości.

Huśtawka

Celowo nawiązałem do tego elementu dzieciństwa, bowiem przynajmniej dla mnie huśtanie się powyżej pewnego poziomu budziło w środku ciała ciekawy strach. Podobnie jest z The Square. Im dalej w film, tym wybory są bardziej skomplikowane, a ja na siedzeniu obrywałem coraz większą ilością pytań o moje poglądy i przekonania. Niestety podejrzewam, że nie będzie to dla każdego miłe przeżycie.

Ostlund w swoim nowym filmie rozhuśtał mnie do tego stopnia, iż oglądanie pewnych scen stało się po prostu niewygodne – sam nie wiem dlaczego. Może dlatego, iż wraz z kolejnymi, życiowymi decyzjami Christiana możemy skonfrontować także nasze własne, codzienne wybory.

Nie dziwię się, że The Square wygrał Złotą Palmę i wiem, że jest to kandydat do wielu innych, prestiżowych nagród. To, co jednak zaważyło u mnie na finalnej ocenie, to długość obrazka. Zdecydowanie podzielam zdanie innych osób, iż ten film mógłby być nieco krótszy.

Nie oznacza to jednak, że nie warto „zmarnować” na niego swojego czasu. Wręcz przeciwnie.

The Square, czyli kwadrat pełen sprzeczności
ZdjęciaMuzykaHumorScenariusz
Trochę za długi
4.0Wynik ogólny