Jeżeli kiedykolwiek używałeś Facebooka, a na pewno używałeś, to przed oczami chociaż raz musiała pojawić Ci się nazwa „Tasty”. Albo przynajmniej coś, co było z nią związane. Strona stworzona przez BuzzFeed jest bowiem molochem rosnącym szybciej niż mięśnie po dobrych sterydach. Cały pomysł jest banalny: z jednej strony wymaga mnóstwo przygotowania, a z drugiej pokazuje, czego tak naprawdę ludzie poszukują w sieci. Wychodzi na to, że wszędzie poszukujemy jedzenia, inspiracji na temat jedzenia i ładnego wideo z jedzeniem. Nawet wtedy, kiedy jesteśmy najedzeni.

Kanał Tasty opiera się na prostych animacjach (na początku), które szybko przerodziły się w filmy z klasycznym już odgłosem „oh yess” na końcu. To „oh yess” nie jest przypadkowe. Oglądając bowiem szybkie i nieskomplikowane przepisy na niekoniecznie zdrowe i wegańskie jedzenie, zazwyczaj gdzieś w połowię zdarza mi się krzyknąć właśnie… oh yess. Na to po prostu można patrzeć godzinami i wyobrażać sobie, jak poszczególne rzeczy muszą smakować.

W pewnym momencie Tasty stało się tak popularne i zaczęło tak szybko rosnąć, iż twórcy otrzymywali setki, jeśli nie tysiące wiadomości prywatnych na temat książki kucharskiej. Prośby, groźby i tak dalej. Wiecie, jakie rzeczy są w stanie robić głodni ludzie. Nie trzeba więc było długo czekać. Tasty wyda książkę kucharską, ale nie taką, jakie spotkacie w każdej księgarni. Twórcy mają inny pomysł: nie chcą robić jednakowego produktu dla wszystkich, wręcz przeciwnie. Każde wydanie ma być unikalne. Jak to działa? Bardzo prosto. Tasty oferuje książkę kucharską, którą możemy dostosować według naszych potrzeb na ponad 100,000 różnych sposobów.

Ciekawie do całej sprawy podchodzi Ashley McCollum, jedna z osób rządzących Tasty. McCollum twierdzi, że tytułowe „smaczne” nie zawsze oznacza dla wszystkich to samo. Można powiedzieć: odkrył Amerykę i się pośmiać, ale w sumie gość ma rację. Stworzenie więc przystosowanej do każdej osoby książki wydaje się być idealnym pomysłem. Łatwo wygląda jako pomysł, gorzej jednak jest z realizacją.

BuzzFeed oraz osoby odpowiedzialne za Tasty znalazły firmę, która jest w stanie drukować każdą z książek praktycznie od ręki. BuzzFeed wysyła PDF, który dostaje od Ciebie z wybranymi przepisami… i już. To wszystko leci dalej po kablu i finalnie wychodzi w postaci książki z drukarki. Oczywiście to, co napisałem to dość uproszczony proces.

Kolejną, świetną rzeczą w nowej książce kucharskiej od Tasty są rozdziały. Nie byle jakie: nie ma tu miejsca na „mięso”, „warzywa” i sekcje, które znajdują się w każdej innej książce. Tym razem jedzenie i przepisy podzielone są dla maniaków zdrowej żywności, ludzi rozrywkowych czy chociażby mnie – jeden z rozdziałów dotyczy tylko i wyłącznie bekonu oraz jajek. Mniam. Każdy ze wspomnianych rozdziałów ma jednak swoją własną nazwę, jaka może opierać się na charakterze odbiorcy. Twórcy Tasty przyznają, że skoro wyszło im na Facebooku, to w sumie czemu nie zrobić wszystkiego do końca w oryginalny sposób. No i coś takiego się ceni.

Jak wygląda książka kucharska od Tasty w liczbach? 20,000 zamówień w pierwszy tydzień. Bestseller New York Timesa. Serio. Naprawdę lubimy jeść.

Osoby odpowiedzialne za Tasty przyznają, że nie wiedzą, co stanie się dalej. Strony w sieci związane z ich przepisami odnoszą natychmiastowy sukces – patrzę na Facebooka i sam fanpage został polubiony w zeszłym tygodniu przez… 550 tysięcy osób. I ta liczba cały czas rośnie wyprzedzając celebrytów, programy telewizyjne i wszystkie możliwe rzeczy, którym możesz założyć stronę na wspomnianym portalu społecznościowym.

Od animacji do książki kucharskiej. Wszystko to w zaledwie kilka miesięcy. Przykład Tasty pokazuje jednak, jak bardzo sami pragniemy szybkiej konsumpcji treści i przystępnego podania – przepisy są łatwe i faktycznie nie trzeba ślęczeć nad monitorem analizując kolejne kroki w kuchni.

Sam zastanawiam się, gdzie ta cała przygoda się skończy. Chociaż w sumie chyba powinienem przestać, wstać i po prostu coś zjeść.

Kupisz tutaj