Mogę iść o zakład albo przynajmniej wyobrazić sobie Waszą reakcję na sam tytuł tego wpisu. Nie bez przypadku wplątałem tam słowo „prawdopodobnie”, bowiem jest to swego rodzaju wygodne zabezpieczenie. Filmy na liście, którą przygotowałem są mniej lub bardziej znane, jednak cechuje je fakt, iż w pewnym okresie czasu po prostu przeminęły bez echa lub ich popularność zgasła, jak za długo paląca się świeczka w restauracji. Z drugiej strony, podnosząc dyskusję ze znajomymi czy też obcymi mi ludźmi w innych, nowych środowiskach, często zderzałem się z tym, iż spora część nie widziała przynajmniej kilku z tych tytułów. Może Ty też znajdziesz tu chociaż jedną pozycję, na którą zmarnujesz swój cenny czas w ciągu najbliższych dni.

Przyjrzyjmy im się w takim razie bliżej.

Pusher

Nicolas Refn to reżyser, którego możecie kojarzyć z zupełnie innych filmów – czasem wydaje mi się, że gość nie chce się chwalić tym, co udało mu się zrobić wcześniej. A to bardzo złe myślenie.

Pusher to świetny kryminał, który kręcony jest „z ręki” i zaskakuje surowością, a także poziomem agresji oraz nad wyraz prozaiczną historią. Frank ma kilka dni na to, aby zwrócić pieniądze za narkotyki, które zgubił podczas małej wpadki. Jak się pewnie domyślacie, kwota jest astronomiczna, a sam bohater nie jest najbogatszą osobą.

Największe plusy Pushera, to zdecydowanie sposób jego realizacji, bezbłędny i łysy Mads Mikkelsen, a także uroki duńskiej Kopenhagi – przynajmniej od tej mniej przyjemnej, przestępczej strony.


Chinatown

Ten film zasługuje na osobny artykuł, ale tego wyzwania podejmę się kiedy indziej. Chinatown, to bowiem jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy film w karierze Romana Polańskiego. Trudno się z resztą temu dziwić, mając w obsadzie Jacka Nicholsona oraz Faye Dunaway.

Kolorowy film noir z cynicznym detektywem, zgrabnie utkaną intrygą i tętniącym życiem Los Angeles w tle. Robert Towne, który pisał scenariusz do Chinatown przez prawie dwa lata, mógłby zawstydzić nawet Raymonda Chandlera. A to zdecydowanie nie jest łatwe zadanie.


Heat

Wybór może dziwić – to prawda. Z jednej strony, to najbardziej znany, mainstreamowy film Michaela Manna, który znajdziecie w tym tekście, a z drugiej tytuł, na którego dźwięk wiele osób unosi brwi w zdziwieniu.

Gorączka to już klasyk, nie tylko kina kryminalnego, ale również gangsterskiego. Al Pacino i Robert DeNiro w mieszance, której nie udało się powtórzyć już nigdy później. Pod względem montażu, muzyki i zdjęć, ten film jest nie do podrobienia.


Mou gaan dou

Tak, Martin Scorsese zrobił remake tego filmu, który nazywa się „Infiltracja”. Tak, oba obrazki są dobre, z delikatną przewagą dla oryginału. W przypadku filmu Maka i Lau niewiele tu jednak przemocy i nadętych do granic możliwości efektów specjalnych. Twórcy starają się bardziej grać na emocjach widza i sprawić, aby to on sam zdecydował, który z bohaterów postępuje słusznie. Na plus przemawia również mniejsza sztuczność względem amerykańskiego odpowiednika.

Warto obejrzeć, szczególnie, jeśli widzieliście już wspomniany remake z Leonardo DiCaprio i Mattem Damonem.


Lock, Stock and Two Smoking Barrels

Debiutujący Jason Statham, klasyczny angielski humor i specyfika Guya Ritchiego. To wszystko wrzucone do jednego garnka wybucha i daje Lock, Stock and Two Smoking Barrels. Film, który nie tylko śmieszy, ale również stawia kilka ciekawych, moralnych pytań pod koniec seansu. To może nie do końca klasyczny kryminał, ale na pewno można go „podpiąć” pod ten gatunek.

Lock, Stock jest często porównywany do Pulp Fitcion. Osobiście uważam, że Ritchie bije Tarantino na głowę – przynajmniej w kwestii tego obrazka. No, ale cóż. Ocenicie to już sami.


Get Carter

Warto szukać, biegać i myśleć… tylko po to, aby Dorwać Cartera i zobaczyć, jak w młodości wyglądał Michael Caine. Brytyjczyk w roli profesjonalnego mordercy przybywa bowiem do Newcastle, aby wyjaśnić zagadkę śmierci swojego brata.

Rozwijająca się flegmatycznie akcja, angielska mgła i szczypta dramatu. Przepis niemalże idealny. Do tego wszystkiego możecie dorzucić też zaskakujące zakończenie.


Miller’s Crossing

Bracia Coen zrobili w swoim życiu wiele klasycznych filmów, ale nie wiem dlaczego, Miller’s Crossing jest jednym z najmniej popularnych.

W tym obrazku znajdziecie klimat lat 30, lokalnych mafiozów i małą wojnę gangów. Nie chodzi tu jednak o powagę, bowiem pod przykrywką, Coenowie, jak zwykle zgrabnie wyśmiewają kanon kina gangsterskiego oraz rządzące nim żelazne prawa.

Miller’s Crossing, to przykład na to, jak powinno robić się filmy z dbałością o scenariusz, a także kostiumowe detale.


The Long Good Friday

Długi Wielki Piątek z Bobem Hoskinsem w roli głównej, to film, który przeszedł u nas bez echa, a na Wyspach jest uznawany niemalże za klasyk. Co ciekawe, dopiero po realizacji filmu, wytwórnia, która złożyła na niego zamówienie przyznała, iż gdyby wiedziała o warstwie wizualnej materiału wcześniej, to nigdy nie zdecydowałaby się na wydanie The Long Good Friday. Z prostej przyczyny: przez brutalność tego obrazka.

Długi Wielki Piątek to przede wszystkim mistrzowskie, aktorskie kreacje oraz młodziutki Pierce Brosnan z czasów, kiedy nie wiedział jeszcze zbyt dużo o byciu Agentem 007. Warto obejrzeć z napisami angielskimi: gra słów w oryginalne jest bowiem wyborna.


Layer Cake

Można nie lubić Daniela Craiga, jednak trzeba mu przyznać, że jest dobrym aktorem. W Przekładańcu, wspominany Brytyjczyk wciela się w zblazowanego handlarza narkotyków, który jest o krok od dania dyla z dochodowego biznesu. Podczas ostatniej transakcji, bezpiecznej transakcji, jak zwykle czeka nas niespodzianka.

Jako ciekawostkę warto dodać, iż Layer Cake miało być pierwotnie dziełem Guya Ritchiego, jednak z braku czasu, reżyser powierzył to zadanie innej osobie. Wyszło tak, iż film posiada dwa, alternatywne zakończenia, w zależności od oglądanej wersji. Zobaczcie, na które traficie sami.


The French Connection

Kino z lat 70 jest pełne naprawdę świetnych filmów, które co krok przebijały się w kolejce o miano tego „najlepszego”. Francuski Łącznik to produkcja Friedkina, który przed tym tytułem zasłynął chociażby Egzorcystą i Ceną Strachu.

Sama fabuła nie jest może skomplikowana, jednak posiada dwa mocne atuty w kieszeni. Po pierwsze, napisał ją Howard Hawks, a po drugie, główną rolę gra Gene Hackman – ten gość gdziekolwiek się nie pojawi, tam też robi robotę.

Jimmy Doyle to nie tylko policjant. To też bohater, którym mógłby być tak naprawdę każdy z nas.


The Killing

Zabójstwo Stanleya Kubricka, to film, który został nakręcony z naprawdę ciekawej perspektywy. Patrząc na scenariusz, mamy tutaj perfekcyjny, dopracowany w każdym calu plan na to, jak ukraść miliony dolarów.

Sam film zupełnie odwraca jednak konwencję klasycznego „napadu na bank”. Sterling Hayden i spółka wykazują się bowiem matematyczną precyzją, która pracuje jak najlepszy, szwajcarski zegarek. Co się stanie więc, kiedy przestaniemy go nakręcać?

The Killing to świetne puzzle, których układanie na własną rękę w trakcie seansu sprawia nie lada przyjemność.


Ve Stinu

Na ten film natknąłem się kompletnie przypadkiem i bardzo dobrze, że nie przeszedł mi on koło nosa.

W Cieniu, to produkcja znakomitego Ondricka, który przenosi nas do Czechosłowacji lat 50. Detektyw Hakl staje na drodze skomplikowanego śledztwa, które ma przynieść mu sławę. Sukces okazuje się być jednak nie tym, czego główny bohater się spodziewał.

Część ujęć Ve Stinu była kręcona we Wrocławiu, a sam film powstał we współpracy z Polskim Instytutem Filmowym. Hakl bohaterem przegranej sprawy? Nie do końca. Zakończenie Ve Stinu wręcz wbija w fotel. I to mocnym, bezpardonowym ciosem w żołądek.

W Cieniu, to również świetny przykład na to, że można zrobić zimny i brudny film a la noir w 2012 roku.