Brytyjskie seriale to rzecz, o której można by napisać kawał ciekawego i naprawdę długiego artykułu. Sam ich odkrywanie zacząłem dopiero kilka lat temu, jednak wraz z upływem kolejnych miesięcy, lista cały czas się powiększała, a do kolekcji oraz na półkę z napisem „obejrzane” mogłem dodać coraz więcej tytułów.

Wraz z odkrywaniem brytyjskich seriali zacząłem coraz bardziej przepadać za niektórymi aktorami, a także bez reszty zakochałem się w formacie podawania historii na Wyspach: najczęściej po prostu dwa, trzy sezony po zaledwie kilka odcinków. Każdy z nich trwa od 60 do nawet 90 minut, przez co naprawdę można stracić sporo wieczorów i weekendów na leżenie w łóżku, obżeranie się niezdrowym jedzeniem i utożsamianie z niektórymi bohaterami. Co najgorsze w tym wszystkim jednak, spora część wyspiarskich produkcji na przestrzeni lat przeszła nieco bez echa, będąc zagłuszonymi przez amerykańskie tasiemce pokroju Breaking Bad czy House of Cards. Nie twierdzę, że te dwie ostatnie pozycje są złe, jednak gwarantuję Wam – jeśli raz wejdziecie w świat brytyjskich seriali, no to… wsiąkniecie na dobre.

Poniżej przygotowałem dla Was listę 11 pozycji. Każda z nich jest warta uwagi na swój sposób. Starałem się nie ograniczać gatunkowo i stworzyć coś uniwersalnego – z drugiej strony te tytuły na przestrzeni ostatnich lat zapadły mi najbardziej w pamięć. Jeżeli coś pominąłem lub nie dodałem oczywistej oczywistości to… możecie śmiało mnie za to pogonić.

Peaky Blinders

No to zacznijmy więc od tej oczywistej oczywistości, o której wspomniałem w akapicie wyżej. Peaky Blinders to dobry „starter” i przystawka, aby zacząć odkrywać brytyjskie seriale.

W obrazku śledzimy Tommy’ego Shelby’ego, jego rodzinę oraz drogę do władzy w Birmingham i Anglii sprzed kilku wieków. Wyróżniający się Cillian Murphy i charyzmatyczny Joe Cole oraz Paul Anderson, to tylko trzy powody na początek, dla których warto obejrzeć ten serial.

Kolejne z nich, to na pewno wartka akcja, ciekawa historia i zaskakujące zwroty akcji. Do tego ten klimat!


Luther

Od tego serialu zaczęło się moje uwielbienie do Idrisa Elby. Luther, to zaraz po Peaky Blinders serial, który również zaczął przebijać się w ostatnich miesiącach do szerszego grona osób. Przyzwoicie zrealizowany, mroczny kryminał, który nie zawsze jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, gdzie leży granica między dobrem a złem.

O dziwo… cztery sezony, ale każdy z nich nie traci w sobie tempa, jakie zostało nadane całej historii na początku. Lubicie romanse z psychopatycznymi mordercami? No to już, siadajcie do oglądania.


Ripper Street

Ripper Street, to serial, który niby bazuje na prawdziwej historii, a z drugiej strony nagina ją dla własnych potrzeb – z tego wszystkiego wychodzi mieszanka nieco wybuchowa.

Londyńska dywizja z Whitechapel ściga przestępców i zwyrodnialców, którzy chcą wzorować się na nigdy niedoścignionym (jeśli można w ogóle tak napisać) Kubie Rozpruwaczu.

Wzorowo stworzone postacie, świetne kostiumy i Londyn z XIX wieku: to wszystko tu jest i ma się całkiem dobrze.


Top Boy

Moim zdaniem jeden z najbardziej niedocenianych seriali wszechczasów. W tle Londyn, gangi, handel narkotykami i po prostu… samo życie w trudnych dzielnicach, które przepełnione są sfrustrowanymi ludźmi.

Żądza pieniądza, seksu i adrenaliny. Zobaczcie, chociażby dla samej muzyki – za nią odpowiada bowiem nie kto inny, jak… Brian Eno!


Broadchurch

„Brytole” specjalizują się w tworzeniu smutnych historii oraz skomplikowanych zagadek. Tym razem w małym miasteczku ginie chłopiec i… to wywraca życie mieszkańców do góry nogami.

Broadchurch w ciekawy sposób pokazuje, co dzieje się z małą społecznością, która z dnia na dzień zostanie zmuszona do obserwowanie siebie nawzajem oraz podejrzewania każdego o najgorsze.

David Tennant, chapeau bas za jedną z głównych ról!


The Shadow Line

Do The Shadow Line wracałem kilka razy. Sama fabuła nie jest może zbytnio skomplikowana, jednak zamknięcie intrygi w jednym sezonie, bez żadnego dopowiedzenia czy rozwinięcia tematu sprawia, że… nie zawsze wiadomo, gdzie szukać winnych.

Detektyw Jonah Gabriel wraca do pracy po tragicznym wypadku. Cel? Znaleźć osobę, która zabiła jednego z największych baronów narkotykowych w okolicy. Ciekawe połączenie dwóch światów i naprawdę minimalistyczna reżyseria sprawiają, że The Shadow Line „wciąga” się zdecydowanie na jednym posiedzeniu.


Endeavour

Endeavour to świetny przykład na to, jak Brytyjczycy lubią odświeżać swoje seriale, które niegdyś robiły prawdziwą furorę.

Endeavour jest bowiem pozycją, która była emitowana na antenie w latach 70, jednak od 2013 roku Inspektor Morse powraca w zupełnie nowym wydaniu. Wszystko to po to, aby miażdżyć dedukcją i chłodnym myśleniem przy jednoczesnym uwielbieniu dla muzyki klasycznej.

Powolny, dopracowany kryminał, którego wątki kończą się za każdym razem tak, jak nigdy byście się tego nie spodziewali. Endeavour to jednocześnie jedno z moich ostatnich odkryć i chyba najlepsze ze wszystkich, w całym tym zestawieniu.

Shaun Evans w roli głównej, zdjęcia, muzyka klasyczna obecna niemalże wszędzie i te genialnie, po prostu genialnie utkane intrygi.

Must see!


The Night Manager

Może nie do końca da się zaliczyć tę produkcję do stricte brytyjskich seriali, bowiem w „Nocnym recepcjoniście” maczali palce również Amerykanie.

Na sam tytuł wpadłem przez Toma Hiddlestona, który ostatnio przeżywa okres, jak Tom Hardy – znajdziecie go nawet w swojej lodówce. Drugą z głównych ról z kolei odgrywa tu Hugh Laurie, do którego sentymentem pałam jeszcze z czasów Dr. House’a.

Night Manager to jednocześnie najsłabsza produkcja w całym zestawieniu – sam scenariusz pod koniec nieco się rozjeżdża i zaczyna być mocno naciągany. Nie oznacza to jednak, że nie warto „zmarnować” na niego kilku godzin. Chociażby dla bezbłędnego Hugh Lauriego.


The Take

Skoro już o Tomie Hardym mowa to… The Take jest popisem wspomnianego aktora, zanim wypłynął on jeszcze na wyżyny. Jeżeli myśleliście, że w „Bronsonie” Hardy dał z siebie maksa, to jesteście w błędzie.

The Take jest brutalny, bezkompromisowy i czasami wręcz obrzydliwy – sam przyznam, że w trakcie jednego odcinka po prostu zrobiło mi się niedobrze. Mafia, mordobicie, miłość i psychopatyczny Hardy. Tu nie ma miejsca na pozytywy (a może to i dobrze?)


Cambridge Spies

Szpiedzy z Cambridge są odwzorowaniem historii, która wydarzyła się naprawdę: dla podpowiedzi zostawię tutaj tylko jedno nazwisko – Kim Philby.

To krótka, ale jakże wciągająca opowieść o przyjaźni, zdradzie i podejmowaniu trudnych decyzji. Po seansie naprawdę zostaje na długo w głowie.

Najlepsze jest to, że tworząc ten tekst nie mogłem nigdzie w sieci znaleźć ani krzty trailera ani konkretnego wideo, które przybliżyłoby Wam fabułę.


Utopia

Smaczek, który zostawiłem sobie na sam koniec. Jak nie przepadam za science-fiction, surrealizmem i wydziwianiem, tak naprawdę Utopia mnie urzekła. Sam sposób nakręcenia tego serialu, motyw muzyczny i kolorystyka zdecydowanie zasługują na uwagę.

Ludzie zaczynają się zabijać i żyć w paranoi przez jeden komiks. Wiedzieliście, że tak się w ogóle da?

I gdzie do cholery jest Jessica Hyde?!