Instagram, Behance, Facebook – każdy portal społecznościowy kryje w sobie niezwykłe i często poukrywane po kątach osobowości, które mają naprawdę wiele do powiedzenia. Pracę, jaką wykonuję Matthew śledzę od dawna, a w szczególności jego konto na Instagramie, które zachwyca prostotą i jednocześnie wylewającymi się ze zdjęć emocjami. Postanowiłem więc zapytać Matta o kilka rzeczy związanych z designem, jego podejściem do życia oraz tym, jak na co dzień postrzega on rzeczywistość.

Jesteś jednocześnie fotografem i designerem. Którą z tych dwóch rzeczy lubisz najbardziej? Czy design to miejsce, które pozwala Ci tak naprawdę uwolnić kreatywność, a fotografia to nic innego, jak pigułka przeciwbólowa na zmęczony mózg? Opowiedz mi o tym, jak rozdzielasz te dwie rzeczy i dwa tak różne procesy twórcze w codziennym życiu.

Tak, zdecydowanie lubię i to i to, nie wiem czy jestem w stanie wybrać którąś z tych dwóch rzeczy jako swojego zdecydowanego faworyta. Obecnie myślę, że fotografia sprawia mi więcej frajdy i przyjemności pod względem osobistym, jednak design to miejsce, w którym walczę z pomysłami i wieloma projektami. Oprócz fotografii jednak staram się zajmować designem również na własną rękę, poza codzienną pracą.

Matthew Scorte 5

Patrząc na Twój Instagram… Twoje obrazki i fotografie są głównie mieszanką czarni i bieli z delikatnym, chłodnym filtrem – momentami nieco depresyjnym. Minimalizm i organizacja. Kiedy dokładnie zakochałeś się w takiej formie? Twoje prace zabierają mnie na wycieczkę, podczas której często czuję się pusty w środku i nieco smutny. Nie martw się jednak, to jak najbardziej pozytywne uczucie.

Mam nadzieję, że to pozytywne emocje! <śmiech>. Minimalizm zawsze był dla mnie atrakcyjną formą wyrazu, szczególnie wtedy, kiedy chodzi o design. Chodzi mi o to, że zadajemy sobie pytanie: co sprawia, że lubimy niektóre rzeczy? To uczucie jest ciężkie do opisania, ale mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. Po prostu widzisz produkty oraz rzeczy, które otaczają Cię na co dzień i w pewnym stopniu inspirują. Wydaje mi się, że proces twórczy to w głównej mierze taka mieszanka wszystkiego, co znajduje się wokół Twojego własnego pola grawitacji.

Analog versus digital. Powiedz mi, jak jesteś w stanie się odprężyć w tym świecie pełnym dźwięków, chaosu, powiadomień i innych rozpraszaczy? Jak z tym walczysz? Widziałem, że niedawno byłeś na Islandii – sam nigdy tam nie byłem. Czy to faktycznie jest takie miejsce, które można uznać za koniec świata? Wiesz, po prostu leżysz, czytasz książki czy chodzisz na spacery myśląc i jednocześnie oczyszczając swoją głowę ze wszystkiego?

Tak naprawdę to coś, o czym myślę bardzo dużo w ostatnim czasie. Zarówno analogowy jak i cyfrowy świat mają swoje wady i zalety. Na ten moment jednak analogowe rzeczy mają dla mnie więcej zalet, może to dlatego, że są po prostu zdrowsze dla mózgu? Kiedy na przykład bierzesz tradycyjne, wywołane zdjęcie do ręki, to ma ono dla Ciebie wartość sentymentalną. To po pierwsze. Po drugie, tego typu prace zmuszają Cię do skupienia się i włożenia więcej od siebie dla pojedynczego, dobrego ujęcia.

Myślę, że ta cyfrowa era, w której przyszło nam żyć dzisiaj jest dosyć albo może nawet bardzo niezdrowa. Czytam takie rzeczy jak chociażby „Essentialism”, który rozwodzi się nad tym, jak żyć w bardziej minimalistyczny sposób wyzbywając się nadmiernego konsumpcjonizmu. Na smartfonie mam też aplikację, która nazywa się „Moment” – ten program śledzi informacje na temat tego, ile dokładnie czasu spędzasz na używaniu swojego telefonu. Myślę, że byłbyś naprawdę zdziwiony, jak zobaczyłbyś taki wynik po całym dniu.

Mój telefon nie wibruje: zawsze jest kompletnie wyciszony, nawet nie wydaje dźwięku. Nie mam żadnego problemu z tym, że nie odbieram telefonów. Wydaje mi się, że bycie „osiągalnym” i łatwym do złapania zupełnie nie jest czymś, do czego powinniśmy dążyć. Ludzie muszą nauczyć się bardziej stawiać na rozwój a nie same reakcje – w każdym tego słowa znaczeniu. Musimy po prostu nauczyć się mówić nie. Od nowa poznać słowo asertywność.

Co do Islandii… było niesamowicie. To miejsce ma po prostu niesamowity krajobraz i póki co wiem, że na pewno chciałbym tam wrócić. Islandia zdecydowanie jest miejscem, które mogłoby być wycieczką pozwalającą odłączyć się na chwilę od gniazdka, od telefonu czy komputera. Po prostu żyć.

Matthew Scorte

Widzę też, że zaprojektowałeś książkę Dieter Rams. Muszę Ci to powiedzieć Mat, po prostu kawał dobrej roboty, uwielbiam taki styl projektowania i przekazywania treści. Czy często masz tak, że bierzesz do ręki jakieś rzeczy i stwierdzasz „Hmmm, byłbym w stanie zaprojektować to lepiej?” albo… „Może ten element potrzebuje lepiej wyglądać wizualnie, bardziej przyciągać wzrok”?

Oczywiście, że tak! Ostatnio zacząłem bardziej pracować nad projektowaniem samych produktów niż konkretnych elementów graficznych – mam tu na myśli rzeczy, jako całość. Dieter Rams to legenda, a w najbliższym czasie pojawi się nawet dokument na jego temat. Staram się wyznawać zasadę „less is more” na wielu różnych płaszczyznach. Zawsze jest miejsce, aby coś poprawić, ulepszyć, to naprawdę niekończąca się praca.

Proces projektowania i fotografowania. Lubisz pracować w cichym środowisku czy sam prowadzisz indywidualną kuratelę nad muzyką, przy której najlepiej jest Ci się skupić? Jeżeli tak, to jakich artystów cenisz sobie najbardziej i może poproszę Cię o… dwa ulubione kawałki, jakich słuchasz w przeciągu kilku ostatnich lat.

Tak jest, muzyka jest zdecydowanie czymś bardzo ważnym, a już zdecydowanie wtedy, kiedy muszę usiąść i skupić się na pracy. W tym momencie dużo słucham Jamesa Blake’a. Oprócz tego kocham LANY, Oh Wonder, Lorde i Troye Sivan. Mogę tak bez końca, dorzucę więc The 1975, Hillsong United, Broods, CHVRCHES, Coldplay i SOHN. Ulubione kawałki? Teraz zadałeś mi naprawdę ciężkie pytanie. Możliwe, że jest to Robbers od 1975 i ILYSB od LANY. Te dwa zapętlam od dłuższego czasu, więc zostańmy przy tym.

Matthew Scorte 3

Wystrój wnętrz i architektura to rzeczy, które inspirują Cię lub pozwalają w pewien sposób ulokować Twoje myśli, dać im miejsce do swobodnego przepływu? Kawiarnie, bary albo wiesz… te ogromne, korporacyjne molochy. Gdzie tak naprawdę lubisz spędzać swój wolny czas i jeść czy pić dobre rzeczy?

Wystrój wnętrz i architektura to dwie rzeczy, które uwielbiam już od lat. Studiowałem przedmioty z nimi związane już w szkole średniej. W każdym z tych miejsc czuję inspirację, lubię myśleć o osobach, które tworzyły te przestrzenie, wystrój i małe smaczki, poszczególne elementy. Muszę Ci się do czegoś przyznać… oprócz fotografii i designu pracuję teraz również nad kilkoma projektami związanymi z wnętrzami – nie powiem, to strasznie ekscytujące pod względem kreatywnym.

Jeżeli zaś chodzi o pracę czy czytanie, tak jak wspomniałeś, preferuję duże przestrzenie i naturalne światło. Nie byłbym w stanie w żaden sposób stać czy siedzieć w małym boksie czy przy niewielkim biurku w pokoju, który ma kilka metrów kwadratowych. Mam u siebie w domu biurko, przy którym mogę stać i tanćzyć do dowolnej muzyki. Bary, kawiarnie? To też miejsca, które są dla mnie przyjazne. Nie piję dużo kawy, alkoholu praktycznie nie ruszam, a więc automatycznie nie są to miejsca, w których spędzam dużo czasu. Jeżeli już, to tylko po to, aby napić się herbaty, odpisać na kilka maili czy po prostu poczytać. Lubię różne środowiska.

Matthew Scorte 2

3 rzeczy bez których nie ruszasz się z domu i które zawsze masz kieszeni to?

Telefon i portfel, to oczywiste. Oprócz tego ostatnio zacząłem nosić ze sobą mały notatnik i pióro. Byłbym zapomniał. Słuchawki to przecież obowiązek.

Muszę o to zapytać. Jesteś artystą więc… co jest Twoją definicją sukcesu? Jak wygląda to miejsce, w którym po prostu stajesz i mówisz: okej, jestem dokładnie tu, gdzie zawsze chciałem być.

To naprawdę dobre pytanie. Jeżeli chodzi o mnie, to cały czas walczę z pojęciem „sukcesu”. Cały czas poszerzam swoją wiedzę z książek i każdego możliwego miejsca. Muszę się w końcu nauczyć, że osiąganie konkretnych celów nie oznacza całkowitego sukcesu. Wydaje mi się, że sukces to moment, w którym czujesz satysfakcję. Moment, w którym wiesz, że dałeś z siebie wszystko. Pytasz mnie i mówisz, że „jestem artystą”, w tym kontekście. Ja sam jednak nie rozdzielam swojego „ja” między artystę a osobę, jaką jestem na co dzień. Jeżeli któregoś dnia zostanę ojcem, to naturalnie będę miał mniej czasu na to, żeby tworzyć i się realizować – nie oznacza to jednak w żadnym stopniu, że będę odnosił mniejsze sukcesy. Wszystko zależy od punktu widzenia. Jako osoba odnosisz cały czas sukces wtedy, kiedy walczysz o swoje życie i o postawione cele, małe marzenia.

Co więc planujesz dalej?

Hmmm… obecnie mam zamiar przeprowadzić się z Chicago do San Francisco, dostałem tam pracę na pełen etat, która tego wymaga. Do tego czasu popracuję jeszcze trochę w Nowym Jorku. Mój plan na następne miesiące? Utrzymać pracę w pełnym wymiarze czasu i dalej realizować się po godzinach. Oby to się udało.