Muszę Ci coś powiedzieć na początku, bo zaraz zniknie mi to w natłoku myśli: Lektura Obowiązkowa, to naprawdę kawałek fachowej wiedzy i solidnie przygotowanych tekstów. Jak znajdujesz na to wszystko czas, praktycznie co dwa dni? Obserwuję Twojego bloga od dawna i jedna, najważniejsza rzecz się nie zmienia: regularność. Nie czujesz czasem, że zaczyna brakować Ci pomysłów?

Już od jakiegoś czasu nie piszę regularnie co dwa dni, choć czasami mi się to udaje. Staram się zachować jako taką regularność, ale aktualnie piszę wtedy, gdy mam na to czas i/lub czuję potrzebę, aby coś napisać. Jeżeli mowa o czasie, to podstawą jest odpowiednia organizacja pracy i zarządzanie sobą i obowiązkami. To z kolei jest skorelowane z pomysłami. Tych mam aż nadto. Każdy pomysł zapisuję – w zasadzie od początku istnienia bloga lista niewykorzystanych pomysłów zawsze ma kilkadziesiąt pozycji. Oczywiście wielu z nich nigdy nie zrealizuję, ale są tam, aby przypominać m, że mogę je kiedyś poruszyć. Tak spisane pomysły układam priorytetowo. To jest mój backlog tematów, którym zarządzam w zależności od potrzeb. Do tematów tworzę czasami podtematy, a całość uzupełniam researchem. I tyle.

Później oczywiście okazuje się, że zamiast listę zmniejszać powiększam o kolejne tematy. Końca nie widać. Do bloga podchodzę jak do realizowania projektów czym zajmuję się zawodowo.

swiat-dysku

Biegle przeskakujesz między tematami kina, komiksów i szeroko-pojętej kultury. LO powstała na skutek fascynacji którąś konkretną gałęzią z tych, które wymieniłem, czy to po prostu miejsce, które pozwala Ci wyrzucić z głowy nadmierną ilość myśli? Z drugiej strony też, ciekawi mnie, jaką wiedzą mogą pochwalić się Twoi czytelnicy. Domyślam się, że przyciągasz też osoby, które są w niektórych kwestiach laikami, podobnie, jak ja.

LO w zamyśle powstało głównie z myślą o literaturze, ale z tego pomysłu zrezygnowałem jeszcze nim blog pojawił się online. Ostatecznie stanęło na popkulturze w ogóle. Piszę, bo lubię i może dzięki mnie ktoś dowie się czegoś nowego. Co do czytelników, to mogę tylko przypuszczać jaką konkretnie wiedzą mogą się pochwalić. Z obserwacji wnioskuję, że czytają mnie zarówno tacy, którzy faktycznie są laikami, ale i tacy, którzy na kulturze „zjedli zęby”.

Taka różnorodność bardzo mnie cieszy, choć jednocześnie na samym blogu nie pojawia się zatrzęsienie komentarzy, ale może to wynikać choćby z tego, że nie każdy ma zamiar dyskutować na temat tego, co przeczytał. No i tematy w większości wypadków nie są z gatunku tych budzących emocje.

Ile książek i komiksów przeczytałeś w przeciągu ostatnich miesięcy? Nie pytam o konkretny wynik, bardziej o orientacyjną liczbę. Podejrzewam też, że kompletnie nie zamykasz się na gatunek. Co mógłbyś polecić z tego, co ostatnio wywarło na Tobie największe wrażenie?

Łącznie pewnie z kilkadziesiąt pozycji, ale to tylko szacunki. Nie liczę. Na gatunki faktycznie się nie zamykam. Sięgam w zasadzie po wszystko, co tylko mnie interesuje.

Potrafię jednocześnie czytać książkę fantasy, kryminał i dorzucić coś o projektowaniu aplikacji mobilnych. Jeżeli chodzi o książki, to drugi raz przeczytałem „Czarną Dalię” Jamesa Ellroya – ciągle świetna – skończyłem „Z zimną krwią” Trumana Capote i to też polecam z czystym sumieniem, a z komiksów pozamiatał mną „Skalp” Jasona Aarona. Świetna, mocna rzecz.

lektura-obowiazkowa-2

Na co dzień sam nie czytam fantasy, nie oglądam filmów science-fiction i nie zaglądam głębiej w ten temat – niestety nie powiem Ci dlaczego tak się dzieje. Mimo wszystko, zarówno 2001: Odyseja Kosmiczna jak i Blade Runner, to obrazki, które zmieniły moje życie i wyobraźnię na wielu płaszczyznach. Czy da się w ogóle sklasyfikować gatunki lub trzy dzieła, które mogłyby pomóc „wdrożyć” się w temat fantastyki i sci-fi takim osobom, jak ja? Bez względnego bólu oraz frustracji….

Zaczynając od klasyfikacji gatunków, to coraz częściej zastanawiam się po co klasyfikować dzieła. Szczególnie w sytuacji, gdy pojawiają się tytuły, które wszelkim klasyfikacjom potrafią się wymknąć. A już na pewno wymykają się prostej klasyfikacji np. To komedia, a tamto to już horror. Wiem dlaczego klasyfikujemy, choćby dla prostej potrzeby posiadania punktu odniesienia, ale coraz częściej pojawiają się dzieła, które prostym kwantyfikatorom uciekają. Ciężko mi powiedzieć po co sięgnąć.

Na blogu staram się polecać różne pozycje, ale jak ktoś czyta mnie regularnie to zauważył, że serie z poleceniami mają wiele części i nie zamykają się na kilku propozycjach. Wynika to z tego, że nie potrafię powiedzieć: przeczytaj te trzy książki i już. Albo obejrzyj ten i ten film i już jesteś wprowadzony w science fiction. Rzecz w tym, że nie jesteś. Sam podałeś dwa filmy ważne dla gatunku, ale mimo wszystko odmienne. Klasyki, których nie mogę nie polecać, ale jednocześnie daleki jestem od dodania do nich jeszcze jednego tytułu, który sprawi, że otrzymamy trójkę, która ma kogoś wprowadzić w gatunek.

Trzeba próbować, sprawdzać, sięgać po kolejne filmy czy książki. Szukać. Ciągle trzeba szukać.

Soundtracki to według Ciebie istotny element filmu? Sam znam kilka takich, które śmiało można postawić na półce i słuchać godzinami. Odwróćmy jednak to zagadnienie. Jaka książka według Ciebie mogłaby idealnie współgrać ze ścieżką dźwiękową? Wiesz, siadasz w fotelu, włączasz płytę i do konkretnych rozdziałów słuchasz odpowiedniej muzyki. Takie analogiczne uczucie do sceny z Blade Runnera, w której Deckard stoi na balkonie, a w tle wybrzmiewa cudowny Vangelis. Myślisz, że to poprawiłoby koncentrację i skupienie na treści czy może wręcz odwrotnie?

Muzyka jest bardzo ważna. W filmie jest tak sama kluczowa jak scenariusz. Czasami za jej pomocą można uzupełnić akcję, opisać bohatera, zbudować napięcie. Może pełnić różną rolę. Na przykład symboliczną, jak choćby w „Strażnikach Galaktyki”, gdzie fantastyczny soundtrack oprócz tego, że dobrze się go słucha, to przy okazji symbolizował łączność głównego bohatera z Ziemią. Muzyka była ostatnią rzeczą, która go z nią łączyła. Muzyka może uzupełniać czytanie. Bardzo często czytam przy muzyce, ale nie zwracam uwagi na to, aby muzyka korespondowała z książką.

Na przykład nie mam problemu słuchać deathcore’u czytając fantasy.

Interesują Cię szkice, zamiast skończonych obrazków? Na myśl przychodzi mi H.R Giger, który tworzył absolutne cuda, jednak może inspiruje Cię ktoś inny? Jeśli tak, to kto?

Interesuje mnie wszystko, co zwraca moją uwagę i obecność tej rzeczy w moim życiu może mnie jakoś wzbogacić. Bez wskazywania na konkretnych artystów. Istnieją oczywiście tacy, których cenię bardziej niż innych, ale lista jest długa i nie chciałbym nikogo pominąć.

To może zabrzmieć trywialnie, ale jak myślisz, dlaczego nie można wyrosnąć z komiksów? Część osób oczywiście porzuca ten gatunek próbując odkrywać zupełnie inne aspekty czytania. Co jednak jest w nich tak bardzo przyciągającego? Przyznam się bez bicia, że sam nie sięgnąłem po żaden od dobrych kilku lat, a kiedyś trudno było mnie od nich odciągnąć.

Wyrosnąć można z za małych butów. Z komiksów nie można wyrosnąć, bo sformułowanie wyrosnąć sugeruje, że komiksy są tylko dla dzieci, a wiemy, że nie są. Choć nie można z nich wyrosnąć, to każdy może przestać je czytać. Nie będę zaklinał rzeczywistości twierdząc, że jest inaczej. Nie trzeba ich czytać, ale można. Można też przerwać i mimo wszystko nasze życie nie musi się zmienić na gorsze. Tak po prostu.

Dużo osób kłóci się ze mną o wartość amerykańskich seriali. Sam preferuję tę brytyjską, krótką stronę bez rozciągania sezonów w nieskończoność. Na LO pojawiło się kilka propozycji z tego kraju, które mnie zaskoczyły. Jaki był najlepszy serial stworzony przez Brytyjczyków, o którym nie możesz zapomnieć?

„Black Mirror”. Choć nie jest to najlepszy serial stworzony przez Brytyjczyków. Takiego Ci nie podam. Amerykańskie seriale są równie wartościowe. Szerokość geograficzna nie ma nic do rzeczy, gdy chodzi o jakość. Dobre rzeczy mogą powstać nawet pod kamieniem na Marsie, jeżeli nadarzą się odpowiednie warunki.

lektura-obowiazkowa

To tak trochę z innej beczki, ale lubię zadawać to pytanie. Jakie są trzy rzeczy, bez których nie ruszasz się z domu?

Książka, słuchawki i telefon.

Gdzie dotrze Lektura Obowiązkowa za pięć lat? Mówię tu o Twoich zmianach, myśleniu oraz pomysłach. Jak sądzisz i może jak chcesz, aby to wszystko się rozwinęło i do którego punktu doszło? Dłuższe, bardziej merytoryczne teksty czy może eksperymenty, takie jak YouTube? Widziałem, że już próbujesz tam swoich sił – i świetnie.

Nie wiem. Być może zniknie, gdy w końcu się wypalę. Na pewno chcę w końcu zabrać się porządnie za kanał na YouTube, ale ja dużo chcę, a nie na wszystko mam czas. Jakoś muszę z tym żyć.