Werner Herzog. Czy muszę przedstawiać komuś tę postać i jej zasługi dla światowego kina? Chyba nie. Jeżeli jednak nie wiesz o kogo chodzi, to natychmiast uruchom szare komórki, Filmweb czy tam jakąkolwiek bazę danych i obejrzyj wszystko od wspomnianego reżysera, bo grzechem jest go nie znać.

Jakiś czas temu pojawiły się informacje na temat tego, że Herzog przygotowuje film dokumentalny, który będzie traktował o internecie i jednocześnie przedstawi sieć z zupełnie innej perspektywy. Ja i Ty jesteśmy uzależnieni od tego medium, z resztą jak i każdy. Tak więc nic nie stanęło na przeszkodzie, aby zobaczyć niecałe dwie godziny rozważań, które ze stricte technicznych urosły do pytań egzystencjalnych. Wszystko to jednak dalej obracało się w okół internetu. Dla kogo więc jest „Lo and Behold: Reveries of The Connected World”?

Werner Herzog po tworzeniu filmów przez kilkadziesiąt lat, na starość nie zwalnia tempa i odradza się jako dokumentalista z krwi i kości. Nie tylko widzi on zniszczenie oraz zepsucie ludzkie, ale także potrafi stawiać pytania, którymi podświadomie zaskakuje widzów już od tylu lat – wszystko to przez swoje obrazki. Jego nowy dokument, ten który traktuje o internecie, to nic innego jak zwiedzanie ludzkiego życia, rysowanie charakterów i chęć dowiedzenia się czegoś więcej na temat sieci. Sieci, która uzależnia, krępuje, doprowadza do śmierci.

Dokument Herzoga od początku dzieli się na kilka scen i rozdziałów. Każdy z nich jest oczywiście inny i niesie za sobą inne rozważania, jednak sama forma tego podziału oraz ewidentnego rozgraniczenia wątków jest dość ciekawa. Z drugiej strony, przez półtorej godziny nie przyjdzie nam oglądać normalnych ludzi. Każdy z nich został „skrzywiony” przez internet w jakiś sposób. W „Lo and Behold: Reveries of The Connected World” pojawiają się naukowcy, ludzie uzależnieni, chorzy, a nawet sam Elon Musk i jego futurystyczne wizje przyszłości, które stara się on spełniać na co dzień. Pozytywne oraz negatywne uczucia mieszają się razem ze sobą i od razu widać, że nie są one tak samo gęste – nie przenikają się tak łatwo. Za każdym razem wszystko jest pod kontrolą Herzoga. Kamera, kadry, ale przede wszystkim bezcenne i kreatywne pytania.

Reżyser prowadzi nas bezpośrednio przez historię internetu – od samego początku do teraźniejszości, jednak nie omieszkał on dodać kolejnego elementu, czyli dywagacji na temat tego, co przyniesie przyszłość. To ciekawe, bowiem Herzog podchodzi do tego wszystkiego emocjonalnie. Sieć nie jest kodem, wytworem, parą przełączników – to coś, co oficjalnie wpływa na nasze postrzeganie świata oraz miłość, nienawiść i tonę innych odczuć. Jak znaleźliśmy się więc w miejscu, w którym ludzie są tak beznadziejne uzależnieni od technologii. Czy mnisi nie potrzebują już medytacji, a wolą Twittera? To po prostu prawda, chociaż można się z tym kłócić.

werner-herzog-internet-recenzja-2

Internet, sztuczna inteligencja, robotyka – tymi wszystkimi zagadnieniami da się łatwo napełnić balon, w którym schowana jest ziemia. Jako ludzie dążymy do coraz szybszego rozwoju. Nie będę jednak nad tym dywagował, chociaż mógłbym – film Herzoga pozostawia kłębiące się w głowie myśli, które nie chcą odejść przynajmniej przez kilkanaście następnych godzin.

Od strony wizualnej i stricte artystycznej, „Lo and Behold: Reveries of The Connected World” nie wyróżnia się dosłownie niczym. Niczym. Film jest zrealizowany jak tysiące innych dokumentów z mniejszym lub większym budżetem, ale przecież nie o to chodzi. Tu chodzi o gadające głowy, naukowców i sposób myślenia tych osób jak i samego twórcy całego dzieła. Dużo w tym racjonalnego podejścia, braku przewidywania i kosmicznie wysokiego poziomu zarówno inteligencji jak i zrozumienia otaczającego nas świata.

Może to właśnie dlatego te półtorej godziny zostawia nas w takiej refleksji. Refleksji nad rzeczami, na które nie zwracamy codziennie uwagi.