W życiu każdego z nas przychodzi taki czas, kiedy sięga się w zasadzie po wszystko, co jest ciekawe, stymulujące i nadaje się do czytania – nieważne czy na trzeźwo czy po innych specyfikach. Ja przynajmniej nigdy nie patrzyłem na gatunki powieści, nie szukałem konkretnych cech charakteru u głównych bohaterów ani niezbyt wybrzydzałem – no chyba, że ktoś podsuwał mi pod nos fantastykę, której z resztą nie mogę przełknąć do dziś. Słownie iks lat temu wpadły mi jednak w ręce małe, dość kiepsko wydane tomiki z okładką wyglądającą w taki sposób, jakby stażysta-grafik przyszedł w poniedziałek do pracy na ciężkim kacu i chciał zrobić jedynie coś, co nadaje się do druku. Okazało się jednak, iż książki Raymonda Chandlera zostaną ze mną na długo, a sama fascynacja postacią Philipe’a Marlowe’a oraz bezbłędnym, pisarskim stylem wspomnianego autora przerodzi się w nie lada podróż. Dlaczego więc warto dać szansę pisarzowi, który urodził swoją pierwszą powieść w wieku 51 lat?

Oryginalny życiorys

Raymond Chandler urodził się w gorący, lipcowy dzień w 1888 roku w amerykańskim Chicago – już sama data brzmi tak odlegle, że nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak wtedy mogła wyglądać rzeczywistość. Młody Raymond chował się pod skrzydłami matki Florance oraz Maurice’a: gościa pracującego przy budowie dróg. Nie minęło kilka wiosen, a rodzice pisarza rozstali się – następnym krokiem jego matki było spakowanie wszystkich rzeczy i podróż do Londynu.

Chandler nigdy nie przywiązywał się na stałe do jednego miejsca. Studiował pisarstwo w Dullwich College, później mieszkał pół roku we Francji, a finalnie osiadł na dłużej w Niemczech podczas kolejnych studiów. Już wtedy posiadał cięty język, kwitując swoje wykształcenie hasłem, iż skończone przez niego szkoły są jedyną rzeczą, która nie wyrządzi mu w życiu poważniejszej krzywdy. Po dłuższym namyśle podczas przygotowywania się do egzaminu na urzędnika Administracji Państwowej, Chandler rzucił w cholerę dotychczasową pracę i przeprowadził się do ubogiej dzielnicy Bloomsbury. To właśnie wtedy, na dobre zaczyna się jego przygoda z pisaniem.

Początkowo Chandler pisał dla The Academy, The Westminster Gazette czy chociażby The Spectator: dorobek jest bogaty – wiele esejów, 27 wierszy i jedno z pierwszych opowiadań o tytule „The Rose Leaf Romance”. Dalej jest tylko lepiej: Raymond wrócił do Stanów Zjednoczonych, spłacił wujowi zaciągniętą pożyczkę i imał się różnych zawodów tak, aby przeżyć. W życiu pisarza nastąpiła nawet chwilowa przygoda z wojskiem oraz Królewskimi Siłami Lotniczymi. Po wojnie nastał jednak czas, w którym trzeba było się określić. Chandler twierdzi więc, że zostanie księgowym. Idzie mu całkiem nieźle, do momentu w którym nie zostaje zwolniony za pijaństwo, posiadanie niezliczonej ilości kochanek oraz częsty brak pojawiania się na stanowisku pracy. Tak samo, jak i w jego książkach, życie postanawia jednak zrobić mu małego psikusa. Za największą zmianę jest bowiem odpowiedzialna jego żona, która namawia go, aby zajął się na dobre pisarstwem i z tego spróbował zarabiać pieniądze.

Chandler nie opiera się i próbuje swoich sił. W 1933 roku spod jego ręki wychodzi pierwsze opowiadanie kryminalne „Blackmailers Don’t Shoot”, które ukazuje się w Black Mask Magazine. Przez następne sześć lat autor wydaje zaledwie dziewiętnaście mniejszych lub większych opowiadań – można więc śmiało stwierdzić, iż Raymond Chandler nie był płodnym autorem lub też po prostu miał w sobie coś z perfekcjonisty.

Najbardziej przełomowym momentem w karierze pisarskiej Chandlera jest jednak stworzenie postaci, którą osobiście uwielbiam i wiem, że wiele innych osób, w tym moi znajomi, również podzieli tego typu uczucie – w opowiadaniu Killer in The Rain z 1939 roku pojawia się Philip Marlowe. Zgorzkniały, prywatny detektyw, który na dobre zapisze się już w historii powieści kryminalnych oraz filmów noir.

Philip Marlowe

Wielu bohaterów zarówno na ekranie, jak i wśród liter próbowało podbić moje serce, ale nikomu nie udało się to tak, jak Philipowi Marlowe – zawsze wydaje mi się, że reszta to tylko marne podróbki.

Marlowe, to archetyp prywatnego detektywa w pełnym tego słowa znaczeniu. Cyniczny, sprytny, błyskotliwy, samotny i przystojny – bez problemu radzący sobie z nawet najbardziej seksownymi kobietami. Czasami twardziel, a czasami gość, który zdradza w niecodzienny sposób swój romantyzm. Nienawidzi korupcji, lubi alkohol i cygara, a za paskiem nosi pistolet – i w sumie sam nie wie, dlaczego tak naprawdę to robi. Urodził się jako jedynak, a przez wiele lat oraz kolejne powieści jego wiek w ogóle się nie zmienia: sam Chandler śmiał się, że Marlowe ma 38 lat i co najwyżej przybyło mu kilka dni w tę lub tamtą stronę. Od samego początku uzbrojony również w płaszcz z podniesionym kołnierzem i kapelusz, który jest w stanie zakryć całą twarz albo po prostu posłużyć jako pomoc podczas popołudniowej drzemki w samochodzie.

Philip Marlowe pracuje sam. Nie ma sekretarki. Ma małe biuro, jedno biurko, potężny barek i zamiłowanie do odgrywania sam ze sobą starych partii szachów – Marlowe uważa, że jego największym przeciwnikiem jest on sam. Poza szachami, Philip lubi dyskutować również o wierszach Elliota, cytować Flauberta czy żartować z tego, iż w przeszłości skończył college. To nie taki prymityw, jak to bywa w książkach niektórych autorów. U Chandlera nie ma jednak na to wszystko miejsca.

Magia stylu i chandleryzmów

Czynnikiem, który tak naprawdę najbardziej przyciąga oraz uzależnia w książkach Raymonda Chandlera jest nie tylko Philip Marlowe, ale również sam styl pisarza, jego barwne porównania oraz oryginalny sposób postrzegania rzeczywistości. Można w zasadzie śmiało stwierdzić, iż cały świat Chandlera maluje się raczej w ciemnych barwach, kwitowanych upadkiem moralnym, prostytucją, oszustami i gangami trawiącymi Stany Zjednoczone ubiegłego wieku. Do tego wszystkiego na głęboką wodę albo raczej jako „wkładka” wrzucony jest Marlowe: idealista, cynik, zgorzkniały facet, który nie potrafi robić w życiu nic innego oprócz picia i rozwiązywania zagadek do końca. Wciągnięty do tego stopnia, iż nic nie jest w stanie zabronić mu wyznaczenia sprawiedliwości. Raymond Chandler genialnie przeplata świat biedaków, bogaczy i ludzi, którzy są totalnie nijacy znajdując się jedynie pośrodku całej akcji.

Z drugiej strony, czytelnika zewsząd atakują „chandleryzmy” – arsenał powiedzonek, cytatów, anegdotek i wszystkich wyrażeń rzucanych w różnych sytuacjach przez Marlowe’a. Poniżej kilka moich ulubionych.

„Nie spuszczał ze mnie wzroku, podczas gdy jego lewa ręka zaczęła wędrować w stronę pistoletu. Członek Towarzystwa Wędrujących Rąk. Dziewczęta miałyby się z nim z pyszna.”

„Nigdy nie miałem czterdziestki piątki – powiedziałem. – Facet, który potrzebuje aż takiego kalibru, powinien raczej posługiwać się dzidą.”

„Czy nie będzie pan notował?
Mruknąłem że nie.
– Myślałam, że detektywi zawsze zapisują wszystko w małych notesikach.
– Ja tu jestem od dowcipów – powiedziałem.”

„Potem odchyliła się do tyłu i posłała mi miażdżące spojrzenie.
– Mam przyjaciół, którzy mogliby cię tak przykroić, że musiałbyś wchodzić na drabinę, żeby włożyć buty.
– Ktoś musiał się bardzo napracować nad tym tekstem – powiedziałem. – Ale ciężka praca nie zastąpi talentu.”

„Na jednym z leżaków spoczywała długonoga blondynka z rozmarzoną miną. Patrzyła na nas leniwie, kiedy szliśmy przez trawnik. Z odległości dziesięciu metrów wyglądała bardzo rasowo. Z odległości trzech metrów odnosiło się wrażenie, że lepiej ją oglądać z odległości dziesięciu.”

„Byłem chory, a dziś jeszcze nie piłem kawy. Nie może pan ode mnie oczekiwać dowcipu wysokiej klasy.”

„Przez cały wieczór wiał wiatr z pustyni. Jeden z tych suchych, ciepłych wiatrów, które (…) wywołują rozstrój nerwowy i swędzenie skóry. W taki wieczór każda pijatyka kończy się burdą. Łagodne, drobne żony sprawdzają palcem ostrość kuchennych noży, przyglądając się szyjom mężów. Wszystko może się zdarzyć. Bywa nawet, że człowiek dostanie w knajpie uczciwie napełnioną szklankę piwa.”

Filmy i książki

Ten akapit, to tak naprawdę temat na osobny wpis, którego nie chcę się podejmować, bo obawiam się, że zasnęlibyście w połowie. Warto jednak wiedzieć, że w Philipa Marlowe’a wcielała się spora ilość aktorów, w tym takie gwiazdy jak Robet Mitchum czy Humphrey Bogart. Co ciekawe, nawet w naszym kraju mieliśmy kilka ekranizacji telewizyjnych prozy Chandlera, a w role detektywa wcielały się takie osoby, jak Witold Pyrkosz czy Jerzy Dobrowolski.

Warto jednak, aby kompletując już wszystkie informacje i podając je Wam na tacy, w tym miejscu znalazło się również miejsce dla zestawienia książek Chandlera oraz filmów, na które warto zwrócić uwagę. W zasadzie praktycznie wszystkie z nich zostały przetłumaczone na język polski i są dostępne za grosze w drugim obiegu lub księgarniach-outletach.

Książki z Marlowem:
  • 1939: Głęboki sen (The Big Sleep, wyd. polskie 1975)
  • 1940: Żegnaj laleczko (Farewell, My Lovely, wyd. polskie 1969)
  • 1942: Wysokie okno (The High Window, wyd. polskie Wacław Niepokólczycki 1974)
  • 1943: Tajemnica jeziora lub Topielica (The Lady in the Lake, wyd. polskie 1958, Zbigniew T. Gieniewski 2000)
  • 1949: Siostrzyczka (The Little Sister, wyd. polskie 1983)
  • 1954: Długie pożegnanie (The Long Goodbye, wyd. polskie 1980)
  • 1958: Playback (Playback, wyd. polskie 1986)
  • 1959: Tajemnice Poodle Springs (Poodle Springs) – książka rozpoczęta przez Chandlera, a ukończona przez Roberta B. Parkera w 1989
Filmy z Marlowem:
  • Wielki sen (1946)
  • Żegnaj laleczko (1975)
  • Marlowe (1969)
  • Długie pożegnanie (1973)

Zdecydowanie za mało

Raymond Chandler zmarł 26 marca 1959 roku zostawiając po sobie zaledwie 7 książek, kilkadziesiąt opowiadań oraz parę scenariuszy filmowych. Pisarz kilka lat wcześniej pochował swoją tragicznie zmarłą żonę, wpadł w alkoholizm i tak naprawdę, to właśnie te dwa elementy przyczyniły się do jego choroby oraz śmierci w Scripps Clinic. Na pogrzebie Chandlera było zaledwie 17 osób.

Dorobek pisarza nie jest może duży, ale na pewno zapada w pamięć i sprawia, że chce się go więcej – a tak się niestety nie da. Wielokrotnie czytałem po raz kolejny książki Chandlera i za każdym razem bawiłem się naprawdę przednio. Zdecydowanie polecam „zmarnować” trochę czasu na lekturę szczególnie, że mamy teraz okres, w którym pogoda zbytnio nas nie rozpieszcza.

Jeżeli raz wejdzie się już w skórę Philipa Marlowe’a i pozna Los Angeles od drugiej strony, to nic nie będzie już takie samo, jak do tej pory…