Z tego co wiem, to zdjęcia robisz już naprawdę długo. Obserwuję to wszystko od kilku lat i zastanawiam się nad tym czy… to już dekada? Czy może brakuje do takiej rocznicy zaledwie kilku dni? Jak bierzesz swoje stare prace do rąk i na nie patrzysz, to co tak naprawdę się zmieniło, Ty, czy obrazki na kliszach z samego początku fascynacji fotografią?

Czy dekada, to odpowiem Ci za niedługo, bo musiałabym to skrupulatnie obliczyć, dodatkowo łączyłoby się to z bardzo krytycznym podsumowaniem z mojej strony…

Na to potrzebny jest mi odpowiedni moment, ponieważ mocno zaskoczyło mnie to pytanie, a szybka kalkulacja pokazała, że jest to bardzo prawdopodobne. Dałam radę, dotrwałam.

Bardzo się cieszę, że zaczęłam fotografować na kliszy. Nauczyło mnie to świadomości patrzenia i od samego początku mój kontakt z fotografią był przepełniony szacunkiem do obrazu. W dodatku od zawsze wolałam wydać dziesięć złotych na kliszę i wywołanie, zamiast na piwo pod blokiem! Wciąż sięgam po aparaty na kliszę, które dają mi wytchnienie od pracy zawodowej. Zmieniło się wszystko. Tematy fotograficzne zawsze były połączone z tym, co dzieje się u mnie i o czym chcę się wygadać. Dawniej fotografowałam bardzo kobieco i romantycznie. Ten etap zakończyłam, teraz szukam innych kadrów. Już nie inscenizuję, szukam prawdziwych momentów, na które nie zwraca się na co dzień uwagi.

joanna-galuszka-wywiad-5

Twoje zdjęcia są nasycone kolorami, ale jednocześnie chowają się gdzieś za mgiełką, która wysuwa się zawsze na pierwszy plan. To taki filtr, który jest zdefiniowany przez aparat czy może sama widzisz rzeczywistość w nieco wyblakłych barwach? Banały mówią, że aparat jest naturalnym odbiciem oczu. Na ile zatarła się w Twoim przypadku ta granica?

Myślę, że w głównej mierze jest to wynik tego, że zaczynałam na kliszy. W dodatku najtańszej, na inne nie mogłam sobie pozwolić. Moje poczucie estetyki wychowało się na chłodnych barwach i tak już zostało. To nie tyczy się samej fotografii. W życiu codziennym też z trudem przychodzi mi ubrać na siebie jaskrawe kolory. Lubię oniryczny charakter fotografii. Zdjęcia są dla mnie jak wspomnienie. Ja swoje mam zamglone, zawsze trochę niewyraźne. Mają w sobie więcej uczuć i zapachów, niż obrazu.

Odkąd pamiętam fotografie Juany równa się ludzie, twarze, emocje. Czy każdy z nas jest tak samo interesujący? Co sprawia, że wybierasz poszczególną osobę do zdjęć? Jakbym miał położyć przed sobą kilka wybranych, to widziałbym również szerokie spektrum zachowań: od smutku, przez szczęście aż po przytłaczającą ciszę. Jeżeli źle to interpretuję, to oczywiście mnie popraw, może sam mylę się w swoich odczuciach.

Z początku potrzebowałam muzy. Bliskiej, wybranej osoby, z którą łączyłam się na wszystkich płaszczyznach. Było to jednak bazowanie na konkretnych emocjach – na melancholii, smutku. Dziś staram się z tego wyjść. Uważam, że wszyscy ludzie są piękni i fotogeniczni. Coraz częściej zdobywam się na rozpoczęcie rozmowy z obcą osobą. Czasami są to krótkie rozmowy, bo sceneria, nastrój miejsca i światło wręcz krzyczą do mnie i do aparatu. Czasami ktoś jest po prostu tak piękny w swojej codzienności, że chce się fotografować. Dużo łatwiej jest mi wyjąć aparat w miejscu publicznym – szczególnie wtedy, kiedy jestem poza granicami naszego kraju.

Rozmawiać z obcymi ludźmi. Robić zdjęcia. Bardzo chcę to podejście szlifować i uczyć się tego, jak prowadzić takie rozmowy.

To niełatwa sprawa i w prosty sposób można kogoś speszyć i zaprzepaścić okazję do prawdziwej i mocnej fotografii. Tę część fotografii chcę ćwiczyć. Chcę poznawać historie, móc o nich opowiadać, poznawać ludzi. Nawet nie wiesz ile fascynujących historii mijasz codziennie. Ja też, ale staram się wyrobić w sobie radar, wyłapujący to co trochę ukryte.

joanna-galuszka-wywiad-2

Lovemotions, to zupełnie nowy projekt. Musiałem się w niego bardziej zagłębić przed przygotowaniem się do tej rozmowy. Jak Ci idzie ta kwestia? Przecież fotografów ślubnych jest całe mnóstwo, a Twój Facebook podpowiada, że z wolnymi terminami u Ciebie krucho. To odskocznia, czy może dług planowany pomysł na biznes?

W pewnym momencie coraz więcej osób zaczęło pytać czy wykonuję sesje ślubne, okolicznościowe, dziecięce. Spróbowałam każdej z nich i do fotografii ślubnej, albo jak ja to określam, miłosnej, nabrałam silniejszych uczuć.

Właściwie taka fotografia to połączenie wszystkiego co do tej pory robiłam. Mojej dawnej, romantycznej fotografii, fotografii portretowej i reportażu, który w ostatnim czasie jest mi najbliższy. W tej dziedzinie raczkuję. To mój drugi tak intensywny sezon i widzę, że machina się rozkręciła. Biznes plan na Lovemotions dopiero się klaruje, ale już określiłam sobie target i w jego kierunku działam. Zaczęłam od końca, czyli od zdjęć, a cały marketing cały czas jest gdzieś przypadkiem.

Tak jak mówisz, fotografów ślubnych jest mnóstwo. Mnóstwo jest również par, które poszukują fotografa na swój dzień. Każdy ma inną estetykę i oczekiwania. Mam to szczęście, że trafiam na same niesamowite osoby, które rozumieją mój sposób patrzenia i podejście do drugiego człowieka. Lubię tę pracę. Zawsze troszkę ruszę bioderkiem na parkiecie. Staram się być częścią sali weselnej, być mniej zauważalna. Pogadać z gośćmi, wzbudzić w nich zaufanie, pokazać, że jestem tu, aby być razem. W dodatku zwiedziłam takie zakątki Polski, do których bym nigdy nie miała okazji przyjechać. A tak pięknie jest wszędzie!

joanna-galuszka-wywiad-8

Lubię przeskakiwać z tematu na temat. Który film ostatnio Cię zaskoczył i co możesz polecić? Nie zamykajmy się na gatunki, zaskocz mnie.

Wszystko może się przytrafić oraz One More Time with Feeling.

Pierwszy, krótkometrażowy film ujął mnie prostotą. Towarzyszył mi w dniu, gdy odważyłam się na rozmowy z obcymi ludźmi i fotografowanie ich otoczenia. Był niesamowitym podsumowaniem dnia. Drugi film to dokument, który jest miodem na wszystkie zmysły.

Więcej pracy to zrobienie samego zdjęcia według wcześniejszej koncepcji, czy żmudna obróbka na komputerze? A może w ogóle brak retuszu? Chwaliłaś się, że poruszasz się z analogowym aparatem. Ten sprzęt jest przecież nieco wymagający i nie wybacza podstawowych błędów.

Nie ma przepisu, wszystko zależy od typu fotografii i danych okoliczności. Dużym ułatwieniem jest fotografia cyfrowa, choć gdybym tylko miała możliwości i predyspozycje zawsze wybierałabym fotografię tradycyjną, bo uczy mnie cierpliwości, której tak bardzo mi brak. W stosunku do “stażu” aparat cyfrowy mam niedługo, więc pomimo mojej niecierpliwości, niełatwo było przyzwyczaić się do natychmiastowości fotografii. Jak to bywa po takiej przesiadce, role się odwróciły i na rok moje aparaty analogowe pełniły role wystroju wnętrza. Na tyle, że ostatnio wyciągnęłam swój stary aparat i robiłam nim ważną dla mnie sesję. Zawiodłam sama siebie i po prostu nie poradziłam sobie. Słuchaj, dalej jak o tym pomyślę łapie mnie gigantyczny smutek, ból w klatce piersiowej i takie uczucie, jak gdybym zawiodła cały świat. Od tamtej pory nigdy nie zostawię kliszy!

Na obraz składa się wszystko – od przygotowania do zdjęć, przez pracę “na planie” i pełne skupienie na temacie i otoczeniu, po postprodukcję, dzięki której wyciągam esencję. Pomimo dużego zaangażowania i planowania jestem oddaną fanką przypadku i bardzo lubię sztukę błędu! Warto czasami docenić fotografię, na której coś wyszło nie do końca.

joanna-galuszka-wywiad-6

Fotografia to relaks czy już prawdziwa, etatowa praca? Jak się relaksujesz i co pozwala Ci mentalnie odpocząć od pstrykania zdjęć, wymyślania kadrów i historii, jakie chcesz przekazać? Możesz mi powiedzieć, jak wyglądałby Twój urlop marzeń.

Zawodowo fotografuję śluby, portrety i teatr. Szeroki zakres, dzięki któremu nie odczuwam zmęczenia tym co robię. Cała praca jest wymagająca i fizycznie i psychicznie. Wieczne uczucie, że mogło być lepiej czasami nie daje spać. Dla relaksu jeżdżę od czasu do czasu na plenery fotograficzne, gdzie spotykam niesamowitych polskich fotografów, wspaniałe modelki i mogę wyżyć się emocjonalnie w fotografii. Zwykle odkładam wtedy aparat cyfrowy.

Dobra, nie samą fotografią człowiek żyje.

Teatr, kino, wino, muzea, galerie i spacery. Ale co poradzę, że zawsze mam w torebce Mju, którym dokumentuję życie! Uwielbiam małe i duże podróże, ale zapłakałabym się na śmierć, gdybym nie przywiozła z tych miejsc zdjęć. Gdy nie ma tematu pieniędzy, umów, zleceniodawców to fotografia jest świetną frajdą, relaksem i zabawą. Jest pośrednim powodem wyjazdów i spacerów.

Jeden z urlopów marzeń mam już za sobą i liczę, że każdy kolejny będzie o bardzo podobnym charakterze. Jaki był? Przejechałam całe wybrzeże Portugalii. Fotografowałam w każdej minucie. Poznawałam tamtejszą kulturę. Zbaczałam z turystycznych szlaków. Odnajdywałam ukryte miasteczka. Fotografowałam ludzi. Chyba nie byłabym w pełni zadowolona z wakacji all-inclusive, ale nie wiem, nie byłam. Leżeć i spać lubię, więc kto wie…

joanna-galuszka-wywiad-4

 

Ostatnie, trudne pytanie, które zachowałem na dzisiaj, to to, jakie dotyczy inspiracji. O ile na początku mogło być z tym faktycznie różnie, to teraz zapewne doskonale wiesz, kto, gdzie i jak stymuluje Cię do pogoni za rozwojem. Jakie osoby miały największy wpływ na te prace, które obecnie tworzysz?

Na początku inspirowałam się głównie własnymi emocjami. To droga dość wąska. Poszerzyłam swoje zainteresowania. Inspiruje mnie malarstwo i film, ale przede wszystkim drugi człowiek – jego historie, doświadczenia, obecne zajęcia i pasje. Motywuje mnie czyjaś motywacja. Gdy widzę rozwój u drugiej osoby, sama chcę się rozwijać.

Dużym motorem była u mnie współpraca z Teatrem Starym. Mogłam poznać trochę inny świat, który mocniej nakreślił mi, czym chcę się zajmować. Wcześniej byłam w szkole fotograficznej. Nauczyłam się tam paru istotnych rzeczy, ale dopiero po jej skończeniu odczułam duży skok. Na swojej drodze spotkałam mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy coś wnieśli do mojego sposobu myślenia, sposobu pracy, sposobu odpoczywania. Czasami mam wrażenie, że pomimo wielu inspiracji trochę o nich zapominam w trakcie fotografowania. Są sytuacje, inne obrazy, które mnie po prostu motywują do działania, dzięki którym chcę po prostu złapać za aparat i iść coś robić.

To moja ulubiona kwestia. Co jest Twoją definicją sukcesu? To żadne podchwytliwe pytanie. Czujesz w ogóle, że doszłaś do jakiegoś miejsca, które wyobrażałaś sobie jeszcze 3,5,8 lat temu?

Jestem nieustannie bardzo krytyczna wobec siebie i tego co robię. Cieszę się, że zajmuję się tym, że mogę tak zarabiać i tą drogą poznawać świat i ludzi. Mam parę punktów, które chciałabym doświadczyć, jak na przykład własna pracownia czy zlecenia zagraniczne. Cały czas uważam, że jestem na początku i zawstydzam się, gdy ktoś określa mnie mianem profesjonalnego fotografa. Przecież popełniam tak dużo błędów i mam tyle braków w sprzęcie, ja jestem chyba delikatnym zaprzeczeniem profesjonalizmu i może w tym jest jakaś zasada…

Nie wiem jaka jest definicja sukcesu, choć przerobiłam kilka takich książek. Mi pomaga iść do przodu szczerość, poświęcenie i przyjaciele, którzy zawsze motywują.

joanna-galuszka-wywiad-3

Juana za pięć lat będzie…

Fotografować już przez połowę życia!