Odpowiedź postawiona na pytanie zadane w tytule tego tekstu, mogłaby brzmieć na dwa różne sposoby – a w zasadzie to nie odpowiedź, a odpowiedzi. Po pierwsze: ciężko. Po drugie: (z lekkim niedowierzaniem), że przecież poranki w klubach techno nigdy nie mają miejsca. Dla trzęsących się od muzyki ścian nie ma znaczenia, czy jest 8 rano, 20 albo 4 w nocy. Dopóki jest ktoś, kto chce wskoczyć w wir zabawy, no to… chyba wszystko jasne. Na potrzeby tego wpisu możemy jednak przyjąć, że imprezy techno kiedyś się kończą, nie pozostawiają tysiąca ofiar i między różnymi setami DJskimi są jakieś przerwy.

Techno kluby, a szczególnie te popularniejsze, które znajdują się w Niemczech, postanowiły jednak zostać… inspiracją. Tak, inspiracją – co prawda nie do picia ogromnej ilości alkoholu i zażywania narkotyków, a fotografii. Dwójka znajomych, Andre Giesemann i Daniel Schulz postanowili bowiem połączyć swoje dwie pasje i stworzyć z nich projekt Vom Bleiben. Dwójka raverów przemierzyła większe, niemieckie miasta nie tylko dla zabawy: Vom Bleiben to bowiem praca, która od samego początku miała pokazać, jak wyglądają poranki w klubach techno. Chodzi tylko i wyłącznie jeden moment: chwilę po wyjściu ostatniego gościa, który żegnany był zniecierpliwionym wzrokiem ekipy sprzątającej.

Wszystkie fotografie zostały wykonane za pomocą wielkoformatowego sprzętu 75 mm. Giesemann i Schulz chcieli jak najlepiej oddać widok sali, na której jeszcze przed chwilą toczyła się dzika impreza – każdy z obrazków zawiera własny, oryginalny ślad muzycznej zbrodni. Co ciekawe, niektóre z miejsc na fotografiach już nie istnieją: przynajmniej w Berlinie. Podczas komentowania projektu Von Bleimben, Schulz wypowiadał się, iż spora część obrazków była robiona w miejscach stworzonych tymczasowo. Ot tak, na jedną imprezę, która potrafiła przedłużyć się na cały weekend.

Zdjęcia Schilza i Giesemanna charakteryzują się wyjątkowo długą ekspozycją i ujawniają wszystkie brudy, które chowają się pod osłoną nocy. Rozrzucone butelki, dziwne substancje rozlane na podłodze i zużyte paczki papierosów – dosłownie wszędzie. Kiedy kluby zamykają swoje drzwi, a muzyka przestaje grać ma się wrażenie, że to bardziej pole bitwy, a nie strefa przeznaczona czysto teoretycznie do relaksu.

Ciężko doszukiwać się w tym wszystkim sztuki, jednak śmiało mogę stwierdzić, że opustoszałe i jednocześnie brudne pomieszczenia w klubach techno, są w pewien sposób pociągające. Jak jesteś w wirze, to totalnie nie zauważasz tego, co dzieje się dookoła. Wszystkich interesuje tylko i wyłącznie dobra zabawa w rytm muzyki.

Niektóre z niemieckich klubów, takie jak Tresor czy chociażby Dice są na mojej liście od dawna. Mam nadzieję, że uda mi się odwiedzić je jeszcze w tym roku i zobaczyć któryś z poranków na własne oczy.