Często szukam i staram się odkrywać ciekawych ludzi, z którymi warto porozmawiać. Dorota jest jedną z takich osób i wygląda na to, że dopiero się rozkręca.

Która rzecz przy robieniu zdjęcia jest najważniejsza: kompromis czy początkowy pomysł, który nie może wyjść poza swoje ramy? Często zdarza Ci się posiadać jedną, twardą wizję, z którą nie ma dyskusji? Pytam, bo ciekawi mnie Twoje podejście do realizacji pomysłu od A do Z. Wkurzasz się, kiedy ludzie się buntują?

To zależy. Jeśli działam w studio staram się wcześniej zrobić jako takie scenorysy i mieć wszystko mniej więcej poukładane, mimo tego, że jestem bardzo chaotyczna. W studio nie ma miejsca na kompromisy. Masz do dyspozycji biały prostokąt i lampy – to Twoja baza do stworzenia innego świata, klimatu, emocji. Przy plenerze jest dokładnie na odwrót – wystarczy mi jakaś moja początkowa wizja, potem wszystko toczy się samo – gdzieś ciekawie zaświeci słońce, uniesie się kurz albo odkryjemy w pobliżu charakterystyczny budynek – działam spontanicznie, kadry zaczynają tworzyć się same, pod presją chwili. Kojarzysz może zdjęcie dwóch nagich kobiet siedzących na skale? To efekt chwili, cała sesja skupiała się zupełnie na czym innym i co więcej, brała w niej udział jedna modelka.

Wchodzę sobie w zakładkę „About” na Twojej stronie. Czytam, czytam i jestem pod wrażeniem. KMAG, SLOW, Top Model – to są naprawdę duże, rozpoznawalne marki. Jak do tego wszystkiego doszło? To wynik naturalnej ewolucji Twojej fotografii czy po prostu znalazłaś się w odpowiednim czasie i w jeszcze lepszym miejscu. To trudne pytanie, bo nie możesz się wykręcić <śmiech>.

To wynik odwagi. Mówię serio! Dziwnym skrzywieniem naszych czasów jest strach przed opinią ludzi. Chcemy zrobić krok w przód, ale hamują nas myśli typu: „Co powiedzą inni?” „Jak mnie ocenią?” „Co, jeśli nie wyjdzie?”, „Robię słabe zdjęcia, on na pewno nie będzie chciał ze mną współpracować”. To najgorsze co może towarzyszyć rozwojowi. Co Ci szkodzi napisać i zapytać? Jeśli lubisz jakiegoś aktora – napisz do niego, że chcesz z nim współpracować. Jeśli chcesz pracować dla National Geographic – bombarduj ich swoimi zdjęciami. Jeśli chcesz się pokazać w magazynie – napisz i pozwól się odkryć!

Co jest pociągającego w fotografii „fashion”? Widzę, że masz na koncie kilka wystaw – prezentowałaś swoje prace. Interesują Cię ludzie czy sposób w jaki oni się ubierają? Pytam z perspektywy Twojego siedzenia w kawiarni albo poruszania się po mieście, bez aparatu. Na co pierwsze zwracasz uwagę?

Ja mam 500 myśli na minutę, jestem roztrzepana. Nawet jeśli siedząc w kawiarni zauważę coś fascynującego, to za chwilę moja uwaga skupi się na czymś zupełnie innym i o pierwszej rzeczy już nie będę pamiętać. Takie błędne koło. Ale mówiąc ogólnie zdecydowanie kręcą mnie ludzie. Lubię odmieńców. Szaleńców, ludzi charakterystycznych. Kocham piegi i rudości, chudość, tatuaże i duże oczy, ciemny kolor skóry i albinosów. Marzę o sfotografowaniu kogoś z depigmentacją skóry na klatce piersiowej i twarzy.

Jak znajduje się ludzi, których chcesz malować aparatem? Wiem, że to pytanie brzmi debilnie, ale pytam poważnie. Nigdy nie interesowałem się tym, jak dokładnie przebiega sama selekcja: na zasadzie widzisz twarz czy ciało i wiesz, że to ta osoba ma stanąć tu i tu, robić to i to. Więcej instynktu czy analizy i doświadczenia?

To zabawne, ale od dwóch lat nie szukałam modelki, zakochałam się w jednej, wyjątkowej, która potrafi wczuć się w absolutnie każdą rolę i z którą rozumiem się bez słów. Towarzyszy mi zarówno przy komercyjnych jak i niekomercyjnych projektach, prywatnie i zawodowo, przez ten czas zdążyłyśmy stworzyć niejako nierozłączny duet. Dopiero teraz, po dwóch latach tworzę projekt, do którego z ciężkim bólem serca poszukuję modelki o nieco innym typie urody i szczerze mówiąc – niespecjalnie wiem jak się za to zabrać – dawno tego nie robiłam.

Lubię takie pytania „przerywniki”. Opowiedz mi co ostatnio czytasz albo co ciekawego widziałaś na ekranie kina, komputera czy telewizora. Powiedzmy… w przeciągu ostatnich trzech miesięcy.

W Sanoku zachwyciła mnie wystawa Beksińskiego, w Krakowie malarska ekspozycja Czesława Dźwigaja „Continuum”, w Pradze wystawa prac Salvadora Dalego. Z filmów absolutnie zachwycił mnie najnowsza produkcja Tima Burtona „Osobliwy dom Pani Peregrine”, z książek – wszystko ze „Świata Dysku” Terry’ego Pratchetta.

Gdybyś nie trafiła na fotografię, to czym byś zajmowała się obecnie?

Nie jestem zwolenniczką zamykania się w jednym świecie. Jest tyle ciekawych rzeczy, które mnie kręcą, na które na pewno znalazłabym więcej czasu, gdyby moja doba była choć odrobinę dłuższa! Kocham jazdę konną, gotowanie, dalekie podróże, pracę z dziećmi – nie mam pojęcia czym zajmowałabym się, gdybym nie miała u boku swojego Canona, ale na pewno byłoby to równie pociągające.

Kto jest w Twoim życiu najbardziej inspirującą osobą? Celowo pominę rodziców i zapytam o muzyków, artystów, fotografów, modelki. Cokolwiek. Byle nie grono, jakim otaczasz się na co dzień. Powiedzmy, że chodzi o ten niedościgniony ideał. Przynajmniej teoretycznie.

Och, podpatruję twórczość tak wielu artystów, że nie sposób wybrać jednego. Z polskich fotografów zdecydowanie jestem całkowicie zakochana w Pawle Fabjańskim, Jacku Kołodziejskim, Bartku Wieczorek i Zuzie Krajewskiej, inspiruję się też makijażami Darii Day. Jeśli chodzi o światowe postacie, to raczej klasyka – Walker, Avedon, Ritts. Patrząc szerzej – niesamowicie lubuję się w Burtonowskich filmach, on sam jako osoba jest jedną wielką inspiracją, podobnie jak cała rodzina Beksińskich i ich obrazy.

Czym w takim razie jest sukces? Czujesz się, jakbyś w ogóle zbliżyła się w życiu do tego słowa?

Sukces to bardzo podstępne słowo. W moim słowniku jest on synonimem apogeum satysfakcji, spełnienia. Chciałabym za 50 lat spojrzeć na wszystko co zrobiłam i pomyśleć sobie – „Tak. Osiągnęłam wszystko to, o czym marzyłam, mogę spać spokojnie.”. Nie chodzi o zrobienie konkretnej okładki czy współpracy z konkretnym artystą. Chodzi o wewnętrzny spokój. Czy czuję, jakbym się do niego zbliżała? Czuję, że uczę się chodzić, a marzę o przebiegnięciu maratonu <śmiech>.

Nie można cały dzień pstrykać zdjęć. To znaczy inaczej… wiem, że można, ale głowa w końcu potrzebuje odpoczynku. Gdzie znajdujesz relaks? Jaka aktywność albo jakie pomysły pozwalają Ci odpocząć i na chwilę pomyśleć o czymś innym?

Ugryzłeś kolejny fascynujący mnie świat. Przepadam za wszelkimi formami gier, łamigłówek i zagadek – escape roomy, planszówki, krzyżówki, sudoku, gry logiczne i zręcznościowe – to jest naprawdę fascynujące i szalenie odprężające! Oprócz tego lubuję się w wirtualnym świecie gier komputerowych. Od Wiedźmina 3, Raymana i Need for Speed’a nie mogłam się oderwać, emocjonuję się też przy Rocket League i Hearthstone, mam swoich ulubionych streamerów, których często oglądam, by wychillować. Podczas gier czy oglądania streamu tak naprawdę nie myślisz o niczym, nie ma tam żadnych głębokich przesłanek, po prostu możesz usiąść, odpocząć, pomalować paznokcie, zrelaksować się, przez chwilę nie myśleć o niczym. Zabawne jak bardzo te dwa światy się różnią, a jednocześnie tak samo elektryzują.

Zaczynam robić zdjęcia, kupiłem pierwszy aparat. Czytam, poprawiam, uczę się. Jaka jest jedna, tylko i wyłącznie jedna rada, którą możesz mi dać? Mam tu na myśli coś, co można skierować uniwersalnie do wielu osób zaczynających przygodę z robieniem zdjęć. Nie pytam o to, jak zarabiać na pasji: pytam o to, co zrobić, aby w moich oczach własne zdjęcia wyglądały lepiej.

Nie bój się próbować. To chyba najlepsze, co mogę doradzić. W necie jest masa tutoriali, w księgarniach – tony książek o fotografii. Możesz przeczytać je wszystkie albo godzinami patrzeć w piksele na ekranie, ale nigdy nie będzie to tym samym, co metoda prób i błędów.