Wpisy z serii „Muzyka na dziś” staną się chyba nowym klasykiem na blogu. Ostatnio był Tycho, a dziś pora na rzeczy w podobnym klimacie, chociaż w sumie sam nie wiem, do czego go zaklasyfikować. Boris Blenn skutecznie umila popołudnie w pracy, na studiach czy po prostu przy drugiej filiżance kawy. Polecam w całości.