Dbałość o detale, to rzecz, na której temat można napisać wiele zdań, w kilku różnych kontekstach jednocześnie. Dbać o detale może firma produkująca kalendarze, biuro architektoniczne czy chociażby giganci technologiczni pokroju Samsunga, Microsoftu czy Apple. Szczególnie ci ostatni z wymienionych, zawsze chcą, abyś kupując produkt z jabłkiem w logo doświadczał swego rodzaju „mistycznego przeżycia”. Od momentu rozpakowania, poprzez niemalże bezszelestne zerwanie folii z elektroniki, aż po wizytę w sklepie w celu wydania jeszcze większej ilości pieniędzy. Czysty konsumpcjonizm. Taka strategia win-win.

Ten tekst jest w zasadzie trochę dziełem przypadku, bowiem pewnego razu zacząłem się zastanawiać, jak to się dzieje, że Apple mimo nieco mniej innowacyjnego (technologicznie) podejścia od reszty konkurencji, zawsze wygrywa marketingiem, odpowiednio wyważonymi słowami i przede wszystkim dbałością o szczegóły. Firma z Cupertino znana jest z obsesyjnego wręcz dbania o detale – tego typu „sztuka” została zaszczepiona już przez obsesyjnie kontrolującego rzeczywistość Steve’a Jobsa i mimo sporego upływu czasu od jego śmierci, trwa do dziś.

Tym razem jednak chciałbym wziąć na celownik nie sam sposób działania marketingu Apple czy filozofię firmy, a bardziej wygląd sklepów, nowatorskie pomysły i designerskie aspiracje, które z roku na rok pozwalają na budowę coraz to bardziej oryginalnych przestrzeni. Te miejsca, z założenia mają być przecież tylko sklepami. Takimi gdzie wejdziesz, pomacasz, porozmawiasz, rozejrzysz się dookoła, ze trzy razy pomyślisz, że Cię na to nie stać, a finalnie i tak wyjdziesz z lśniącą, białą torbą w prawej czy tam lewej ręce.

Od niemalże 2000 roku bowiem, to właśnie wnętrza sklepów Apple Stores przekładają się na uzależnianie ludzi od marki i produktów. Dlaczego tak się dzieje?*

Od architektury i designu

W tym tygodniu, Apple zdecydowało się otworzyć Apple Store Dubai – 494 sklep marki na całym świecie, w którym znajdziecie tylko elektroniczne jabłka. Tego typu liczba kumulowała się przez ostatnie 16 lat, od momentu zaproszenia gości do Apple Store znajdującego się w Fairfax County w Virginii. Oprócz liczby, od tamtego momentu zmieniło się także nieco postrzeganie sklepów przez firmę z Cupertino, bardziej jako miejsc do interakcji z innymi oraz inspiracji, niż suchego odbębniania obowiązkowych zakupów.

To już nie tylko prosta i lśniąca lada, kasjerzy z mętną miną czy mili Panowie, którzy w swoich przyciasnych koszulkach wyglądają niemalże tak samo perfekcyjnie. Apple Stores służą teraz także do prywatnej wymiany doświadczeń, zacieśniania znajomości, a także nawet w przypadku Dubaju – możliwości spotkania się z reżyserami czy uczestnictwa w warsztatach związanych z pracą kreatywną. Jest tego całe mnóstwo, poważnie.

Co ciekawe, nie tak to wszystko wyglądało na początku. Jeden z architektów, Peter Bohlin, miło wspomina samą pracę dla marki z Cupertino oraz osobę Steve’a Jobsa. Kilkanaście lat temu Steve poprosił bowiem Bohlina, aby ten zaprojektował między innymi słynny Apple Store na 5 Alei w Nowym Jorku czy chociażby kwaterę dla studia Pixar (gdzie wówczas pracował twórca Apple). Najlepsze w tym wszystkim jest to, iż Bohlin w tamtym czasie nie miał najmniejszego pojęcia na temat tego, jak projektować sklepy z produktami. Jak wyszło? Niech odpowiedź mówi sama za siebie: dziś sklep Apple na 5 Alei, to jeden z pięciu najczęściej fotografowanych obiektów w całym Nowym Jorku.

Drugą ciekawostką jest fakt, iż niemalże 30 lat temu podczas tej samej konferencji, Jobs miał przyjemność spotkać się z Arthurem Genslerem – osobą, która po śmierci twórcy Apple zaprojektowała kolejne 100 Apple Store’ów na całym świecie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że stało się to dopiero wtedy, kiedy Steve Jobs nie mógł tego zobaczyć. Szef Apple obraził się bowiem na Genslera tylko o to, że jeden z członków jego biura projektowego… zatrudnił się po godzinach w Microsofcie.

Od kilku lat Apple współpracuje głównie z dwoma biurami, jednak czasem pozwala sobie na szaleństwo. Wybrałem kilka projektów, które pokazują, że brak globalizacji w tworzeniu Apple Stores może być naprawdę świetnym rozwiązaniem.

Dubaj

To najnowszy ze sklepów, o którym wspomniałem na początku. Zobaczcie tylko na ten balkon z widokiem na Burj Khalifa i specjalne skrzydła, które mają inteligentnie reagować na zmiany klimatyczne.

Stambuł

Popisówka od Foster + Partners, czyli jednego ze stałych współpracowników Apple w zakresie tworzenia Apple Stores. Cała struktura sklepu pokryta jest szkłem, a sklep znajduje się pod ziemią. Jednocześnie wygląda to jak futurystyczna kostka wtopiona w chodnik.

Upper East Side, Nowy Jork

Ponownie – nie tworzymy od początku, ale przekształcamy historyczne miejsce doklejając łatkę nowoczesności. Znów jasne, przestronne pomieszczenia urządzone w minimalistyczny sposób.

Regent Street, Londyn

Regent Street to jedna z najmodniejszych, zakupowych ulic Londynu – tutaj też musiał pojawić się Apple Store. Tak w ogóle, jest to pierwszy sklep amerykańskiej firmy otwarty na terenie Europy. Drzwi dla klientów pojawiły się niemalże 13 lat temu. W 1898 roku, to miejsce było jednak studiem Antonia Salviatiego, weneckiego artysty specjalizującego się w tworzeniu mozaik.

Barcelona

I znów: minimalistyczna estetyka oraz naturalny kontrast z piaskowym (w sensie kolorystycznym) charakterem Hiszpanii. Zobaczcie tylko, jak to miejsce wygląda z góry.

Amsterdam

Generalnie jeden z największych Apple Store’ów, jakie istnieją – również pod względem możliwości wyboru produktów. Duże, przestronne okna na poziomie ulicy, a całości dopełnia jasne wnętrze, abyś mógł zobaczyć wszystkie szczegóły.

Interesuje mnie jednak inna rzecz. Z roku na rok, Apple otwiera coraz więcej Apple Stores i dzieje się to coraz szybciej – owszem, niektóre z nich faktycznie są powtarzalne, ale większość nadal ma własny, unikalny charakter. Ciekawe, czy uda się to firmie z jabłkiem w logo zatrzymać na przestrzeni lat.

Jeśli chcielibyście na bieżąco podglądać sobie, jak rozwija się sytuacja, to warto zerknąć na stronę Thomasa Parka. Gość na bieżąco aktualizuje listę sklepów wraz ze zdjęciami frontów. Można się pogubić.

Przez oryginalne miejsce pracy

Tutaj chciałbym zwrócić uwagę także na dbałość o detale w kontekście miejsc pracy. Na pierwszy ogień idzie świeżo wybudowany Apple Campus 2, który wygląda… jak statek UFO z kosmosu. Dosłownie. Pomijam już jego ogromną powierzchnię, podziemny parking oraz osobną salę konferencyjną do prezentowania nowości w jak najlepszym świetle. To po prostu gigantyczna konstrukcja, której projektowanie i budowanie trwało przez ostatnich kilka lat. Mieszanina szkła, betonu i stali zamknięta w estetycznym okręgu. Całość porośnięta z zewnątrz drzewami – każde biuro ma (przynajmniej według Apple) posiadać identyczny dostęp do promieni słonecznych. To też wpływa na pracowników i ich kreatywność, chyba.

Drugi rzut, to słynna już elektrownia Battersea, która fanom rocka na zawsze będzie kojarzyć się z płytą Animals grupy Pink Floyd. Po wakacjach w ubiegłym roku, Apple zapowiedziało, iż wykłada około 8 miliardów dolarów na renowację tego miejsca i chce, aby w środku znalazły się… biura i miejsca do pracy. Największy budynek z cegły równa się największe biuro Apple poza Stanami Zjednoczonymi. Po raz kolejny nie byle jakie i niepospolite miejsce.

Aż po oświetlenie i nagrody

Apple wielokrotnie wygrywało nagrody związane z najlepszymi wnętrzami oraz designem, jaki znajdował się bezpośrednio w niektórych sklepach rozsianych po całym świecie. W 2013 roku, firma uzyskała certyfikat, który zabezpiecza oryginalny projekt Apple Store’ów, chroniąc ich wygląd przed skopiowaniem. Firma z jabłkiem w logo opatentowała bezpośrednio front, opuszczane oświetlenie, półki, miejsca z projektorami multimedialnymi, a także układ niektórych elementów znajdujących się na całej przestrzeni sklepu. Czy to już paranoja? Dla mnie tak, ale przecież nie mi to oceniać.

Pod koniec grudnia 2015 roku, w amerykańskim USPTO pojawił się kolejny wniosek o patent – tym razem znów o oświetlenie. Nowa wersja zawiera ulepszenia, które opierają się o kolejną technologią, jaka ma pozwolić jeszcze lepiej doświetlić wnętrza oraz wyeksponować wszystkie, znajdujące się w środku produkty.

Czy warto to skopiować?

Osoby trzecie i te, z którymi pracuję na co dzień, zawsze mi mówią, że za bardzo się zastanawiam, albo że na końcu swoich tekstów lubię zostawić w pewien sposób pytanie bez odpowiedzi. Tutaj jest tak samo, widzicie to już przecież u góry – problem jest tylko taki, że to zastanawianie się i wszechobecne gdybanie… chyba nigdy mi się nie znudzi. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Pytanie więc, czy Apple Store oraz ich architektura, detale, a także design to rzeczy, które warto powtórzyć w przypadku innych marek? A może cała magia wtedy przepadnie, a historia, jaką próbuje kreować każda firma rozpadnie się na kawałki?

Możecie odpowiedzieć mi na to w komentarzach lub po prostu pominąć milczeniem. W każdym razie, jak zwykle jestem otwarty na dyskusję.

*To, że autorowi bardzo podobają się opisane powyżej rozwiązania, absolutnie nie oznacza, iż należy on do jabłkowego rezerwatu.