Film Toma Forda o tytule „A Single Man”, a po polsku po prostu „Samotny mężczyzna” rozpoczyna się… sceną dryfującego pod wodą, nagiego ciała Colina Firtha. Przymulony, nieco chłodny kadr praktycznie od razu stawia przed nami pytanie o to, co dokładnie dzieje się na ekranie. Przez następnie, nieco ponad półtorej godziny poznajemy wiele odpowiedzi na wspomnianą wyżej wątpliwość, jednak żadna z nich nie jest tak naprawdę jednoznaczna. Ba, A Single Man jest naprawdę otwarty na interpretację – chociażby dlatego warto zmarnować na niego trochę czasu.

Mimo wielu nagród, film Toma Forda, który powstał niemalże 8 lat temu ominął mnie bez większego echa – przyznam się nawet, że po prostu wcześniej o nim nie słyszałem. Pisząc dla Was kilka dobrych tygodni temu tekst o Nocturnal Animals (tego obrazka jeszcze nie widziałem!) przypomniałem sobie, iż faktycznie oprócz setek modnych garniturów i innego rodzaju odzieży, Tom Ford maczał już palce w jednym obrazku. I to z jakim efektem.

Jeden dzień

A Single Man to w zasadzie film łatwy do sklasyfikowania – prosty dramat obyczajowy oparty na książce Christophera Isherwooda. Lektura wspomnianego w poprzednim zdaniu autora nosi dokładnie ten sam tytuł i pierwotnie została wydana w połowie lat 60 ubiegłego wieku: oglądając Samotnego Mężczyznę również cofamy się kilkadziesiąt lat wstecz, i to od razu widać. Tom Ford i jego ekipa zadbali bowiem o wszystkie, charakterystyczne detale, ubrali je w ładny design i poustawiali tak, aby podczas oglądania nic nam nie przeszkadzało.

Akcja filmu niemalże natychmiastowo przenosi nas w sam środek nieszczęśliwego życia jeszcze bardziej nieszczęśliwego człowieka – George’a Falconera. Brytyjski profesor, który wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, na co dzień zajmuje się nauczaniem języka angielskiego i zmaga się z niesfornymi studentami, jednocześnie kryjąc w sobie żal oraz gorycz po utracie kochanka. Tak, moi drodzy, ten film opiera się głównie na wątku skrywanej w sobie gejowskiej miłości, jednak finalnie kompletnie nie chodzi w Samotnym Mężczyźnie o homoseksualizm. Obrazek sprawia tego typu pozory, ale to tylko trywialna przykrywka.

Skomplikowanego myślenia

A Single Man jest filmem nakręconym w bardzo prosty sposób, jednak właśnie w tym zabiegu tkwi cała sztuka jego przekazu. Na pozór proste sprawy, takie jak kłótnia sąsiadów, zamrożony chleb w lodówce czy otwarte okno stają się w Samotnym Mężczyźnie swego rodzaju metaforami. Pokazaniem w ciekawy sposób świata osoby samotnej, dla której normalne, ludzkie zachowanie wygląda nieraz jakby pochodziło z kosmosu lub zupełnie odległej planety. Ford w ciekawy sposób akcentuje odmienność charakteru Falconera ubierając go w atrakcyjną odzież i półbuty wypolerowane tak, że mogą niemalże oślepiać przypadkowych przechodniów. Stężenie emocji kumuluje się wtedy, kiedy tytułowy Samotny Mężczyzna spędza czas w swoim modernistycznym, designerskim domu – jakby za karę i w totalnym, głuchym odosobnieniu.

A Single Man nie jest jednak obrazkiem, który wymaga totalnego skupienia tak, aby nie zgubić detali. Film nie potrzebuje całej Twojej uwagi, zaledwie jej części, doskonale prowadzonej po kolejnych liniach przez Colina Firtha. Osobiście nie przepadam za tym aktorem, jednak cenię go za rolę w dwóch filmach: pierwszym z nich jest majstersztyk – Tinker Tailor Soldier Spy, a drugi, to oczywiście A Single Man. Firth w Samotnym Mężczyźnie jest jak zahipnotyzowany na zagranie najlepszej roli życia. Plansze na zwiastunie, które zawsze podniecają się performancem danego aktora, w tym wypadku są jak najbardziej na miejscu.

I próby powrotu do życia

Nigdy nie spotkałem się z zabiegiem w filmach, na który zdecydował się Tom Ford. Reżyser sprawnie przechodzi w ujęciach między monochromatycznymi, wręcz wyblakłymi kolorami, aż po nasycenie, które zaczyna męczyć oczy. To wszystko jest jednak kompletnie nieprzypadkowe i wręcz celowo robione z premedytacją, w odpowiednich momentach. W ten sposób możemy zobaczyć, jak George przeskakuje między wręcz skrajnymi uczuciami, nie mogąc się zdecydować w kwestii swoich własnych emocji.

24 godziny próby powrotu do życia, w przypadku A Single Mana stają się ucztą wizualno-muzyczną, zdecydowanie z naciskiem na tę pierwszą część wyrazu. Ten film chce się oglądać dla samych zdjęć, kolorów i subtelnych detali wtłaczanych nam przez Toma Forda wprost pod czaszkę. Sama historia nie jest skomplikowana, jednak przyłożenie się do detali z niesamowitą skrupulatnością sprawia, żę półtorej godziny Samotnego Mężczyzny zawiera w sobie potężny ładunek bliżej nieokreślonej refleksji.

Lubię filmy, które podczas napisów końcowych zostawiają sporo niedopowiedzeń i pytań-szpileczek bez odpowiedzi. Jak na obrazek sfinansowany samodzielnie (!) przez Toma Forda muszę przyznać, że… jestem pod wrażeniem. Niejeden wysokobudżetowy, niezależny film mógłby pozazdrościć Samotnemu Mężczyźnie tych 140 minut.

Swoją drogą, Colin Firth pierwotnie miał odrzucić główną rolę w tym filmie. Podczas pisania odpowiedzi na propozycję pracy u boku Forda, w mieszkaniu aktora pojawił się fachowiec, który miał naprawić mu zepsutą lodówkę. Tak się złożyło, że przez ten właśnie incydent, Firth zastanowił się dwa razy i… przyjął propozycję. Podczas odbierania nagrody BAFTA przyznanej mu za rolę George’a Falconera w 2010 roku, Firth na scenie podziękował „facetowi od lodówki”.

Jak widać więc życie bywa przewrotne. Zupełnie tak, jak w Samotnym Mężczyźnie.

A Single Man, czyli filmowy portret przeraźliwej samotności
ZdjęciaMuzykaKoncept i ekranizacja
Zdecydowanie za krótki
4.5Wynik ogólny